Perplexity chce przejąć Chrome za 34,5 miliarda dolarów – co dalej?
Nowa era w walce o rynek przeglądarek – szachy z udziałem sztucznej inteligencji
Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz usłyszałem o ofercie Perplexity na wykup przeglądarki Chrome za 34,5 miliarda dolarów, przez głowę przeszła mi myśl, że w tej branży można się spodziewać już wszystkiego. Od dawna śledzę rynek przeglądarek i sztucznej inteligencji w kontekście marketingu oraz automatyzacji, ale nawet dla mnie ta wiadomość była jak błyskawica z jasnego nieba. Zastanawiasz się pewnie: skąd taki ruch i dlaczego akurat teraz? Spróbuję uporządkować ten – nie ukrywajmy – gorący temat, łącząc analityczne spojrzenie z osobistą refleksją.
Kim jest Perplexity? Krótki portret buntownika od AI
Perplexity, choć stosunkowo młody gracz na rynku, już od dłuższego czasu daje się we znaki branżowym tuzom. Firma powstała zaledwie kilka lat temu, ale za jej plecami stoją uznane nazwiska technologicznego świata – wśród inwestorów wymienia się m.in. Jeffa Bezosa i Nvidię. Sam miałem okazję testować jedno z ich rozwiązań do generowania odpowiedzi tekstowych – robiło wrażenie, choć o dorównaniu gigantom jeszcze wtedy trudno było mówić. Dziś Perplexity to marka kojarzona z AI na najwyższym poziomie: od chatbotów po narzędzia analityczne, budowane na zaawansowanych modelach językowych. Dzięki ekspansywnym inwestycjom i śmiałym ruchom (a czasem nawet lekko buńczucznym), zyskuje coraz większą rozpoznawalność.
Oferta na Chrome – sztuczka PR czy realna chęć przejęcia?
Nie ma co owijać w bawełnę – **Oferta kupna Chrome przez Perplexity** robi spore wrażenie, bo:
- Proponowana kwota – 34,5 miliarda dolarów – zdecydowanie przekracza szacowaną wartość rynkową Chrome, którą eksperci wyceniają na około 14 miliardów, choć nie brakuje też wycen kilkukrotnie wyższych.
- Moment złożenia oferty – Google właśnie walczy przed amerykańskim sądem w głośnej sprawie antymonopolowej. Tym samym coraz głośniej plotkuje się o scenariuszach podziału koncernu Alphabet, a przeglądarka Chrome znalazła się pod lupą regulatorów.
- Wsparcie dla oferty – Perplexity nie podało nazw konkretnych funduszy inwestycyjnych, które miałyby wesprzeć transakcję, ale można się spodziewać grubej gotówki od poważnych partnerów.
Już sam fakt pojawienia się tej propozycji wywołał niemałe zamieszanie. Osobiście odebrałem to najpierw jako odważny chwyt medialny – przecież, bądźmy szczerzy, mało która firma rzuca na stół takie pieniądze tylko „dla żartu”. W końcu jednak, jak mawiają, **nie ma dymu bez ognia**. Zaczęły się spekulacje: czy Perplexity naprawdę chce zarządzać Chrome, czy raczej budować swoją markę na zamieszaniu wokół procesu antymonopolowego i globalnego zainteresowania AI?
Sprawa antymonopolowa Alphabet – co to zmienia?
Nie sposób zrozumieć oferty Perplexity bez kontekstu amerykańskiego procesu przeciwko Alphabetowi. Sąd uznał już wcześniej, że Google posiada zbyt dużą władzę w segmencie wyszukiwarek, a pojawiają się głosy o możliwym rozbiciu przedsiębiorstwa.
Dzieje się tu kilka rzeczy naraz:
- Walkę o dominację nad rynkiem przeglądarek przerywa realna groźba odgórnego podziału biznesu przez sąd lub regulacje rządowe.
- Zagrożenie sprzedażą Chrome staje się namacalne, więc zainteresowani gracze – zarówno technologiczni innowatorzy, jak i fundusze inwestycyjne – ustawiają się w kolejce, by nie przegapić okazji.
- Dla Google to sytuacja niekomfortowa – muszą publicznie udowadniać racje, odwoływać się od wyroku i jednocześnie trzymać nerwy na wodzy, widząc takie rewelacje w nagłówkach branżowych portali.
Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał, że – znając amerykańskie sądy – temat pewnie będzie wałkowany jeszcze miesiącami (a może i dłużej). Innego wyjścia jednak nie ma – rynek przeglądarek ma dziś ogromne przełożenie na to, jak wygląda internet, jakie dane są zbierane i jak kształtuje się cały ekosystem reklamowy oraz AI.
Kto jeszcze zaklepuje miejsce w kolejce po Chrome?
Perplexity, choć wywołało największy hałas, nie jest jedynym zainteresowanym akwizycją Chrome. Media wskazują także na takie nazwy jak OpenAI, Yahoo czy Apollo Global Management. Trzeba przyznać, że to mieszanka wybuchowa – każda z tych firm ma swój unikalny cel, a przeglądarka Chrome jest dla nich jak złota kaczka.
- OpenAI – jako dostawca narzędzi AI z globalnymi ambicjami, z pewnością zyskałby niepowtarzalny dostęp do danych i olbrzymich pokładów wiedzy o nawykach internautów. Od lat wykorzystują dane do trenowania modeli, więc status właściciela najbardziej popularnej przeglądarki byłby dla nich ogromnym przyspieszeniem rozwoju.
- Yahoo – nieco zapomniana, ale wciąż ogromna marka z zapleczem marketingowym i technologicznym, mogłaby odbudować swoją pozycję, startując od nowa z „twarzą Chrome”.
- Apollo Global Management – typowy finansowy gracz, który inwestuje głównie dla zysku, mógłby rozdzielić przeglądarkę i sprzedać poszczególne części z dużym zyskiem.
Nie można zapominać też o licznych startupach AI, które – jak Perplexity – szukają mocnego wejścia na rynek, nieustannie kombinując, jak wyjść na swoje w świecie zdominowanym przez kilka wielkich marek.
Dlaczego właśnie Chrome? O co gra Perplexity?
Tu dochodzimy, moim zdaniem, do sedna sprawy. Główne powody, dla których Perplexity aż tak zabiega o Chrome, to:
- Gigantyczna liczba użytkowników – przeglądarka jest zainstalowana na ponad 3 miliardach urządzeń. Przez sam ten fakt nawet minimalna poprawa czy nowy pomysł staje się z miejsca masowym fenomenem.
- Dane użytkowników – tu jest pies pogrzebany. Chrome zarządza miliardami interakcji dziennie, magazynuje niewyobrażalne ilości metadanych, które są absolutnie bezcenne dla każdego, kto żyje ze sztucznej inteligencji. Trudno sobie wyobrazić lepsze źródło do trenowania modeli AI czy rozwoju narzędzi analitycznych.
- Wpływ na ekosystem sieci – kto kontroluje przeglądarki, ten ustala reguły gry dla reklamodawców, wydawców, e-sklepów czy marketerów. Osobiście często zastanawiam się, jak inne byłoby moje życie zawodowe, gdybym musiał prowadzić kampanie czy wdrażać automatyzacje w świecie bez Chrome.
- Możliwość narzucenia swoich standardów AI – Perplexity zapowiada „AI-first experience”, czyli eksperymentowanie z mnogością funkcjonalności opartych o językowe modele i personalizowane doświadczenia.
Dla startupów AI to coś w rodzaju realizacji marzenia – dostęp do danych, wejście na masową skalę i możliwość szybkiego wdrożenia innowacji, dzięki którym – przynajmniej w teorii – mogliby uprościć życie setkom milionów ludzi.
Obietnice Perplexity – czy tylko słowa na wiatr?
Mówiąc wprost: Perplexity nie ograniczyło się do gołosłownych deklaracji. W komunikacie pojawiły się konkretne zapowiedzi:
- 3 miliardy dolarów inwestycji w rozwój Chromium w ciągu dwóch lat – na Polskę taka kwota robi ogromne wrażenie. Zapowiadają utrzymanie otwartości kodu oraz nieingerowanie w działanie Chrome dla obecnych użytkowników.
- Utrzymanie Google jako domyślnej wyszukiwarki w Chrome – po to, by rozwiać obawy, że nagle cała przeglądarka zostanie „przeorana” pod AI.
Na pierwszy rzut oka, brzmi to w porządku, ale **wiele osób w środowisku nie kryje sceptycyzmu**. Zwłaszcza, że Perplexity nie ma ani doświadczenia w skalowaniu usług dla setek milionów ludzi, ani nawet wszystkich mechanizmów niezbędnych do utrzymania zaufania tak olbrzymiej społeczności.
Chwyty marketingowe czy poważna operacja?
Nie będę krył, że sam skłaniam się ku interpretacji oferty Perplexity jako typowego zagrania pod media. Owszem, spora gotówka i śmiałość są potrzebne, ale póki co, brakuje twardych dowodów na to, że właściciele startupu naprawdę chcą lub są w stanie skutecznie przejąć Chrome oraz ją utrzymać.
W mediach słychać nawet dosadniejsze określenia (niektórzy mówią wręcz „szwindel”, ale nie jestem zwolennikiem takich hiperboli). Faktem jest natomiast, że:
- Po przejęciu Chrome, Perplexity musiałoby nagle obsługiwać potrzeby i wymagania miliardów użytkowników, mierząc się z problemami, które – na dziś – obsługuje armia inżynierów Google.
- Kluczowe wartości (lojalność użytkowników, marka, ekosystem rozwiązań powiązanych) mogłyby być utracone, gdyby zabrakło wsparcia Google. W takim scenariuszu nowy właściciel szybko „zderza się ze ścianą”.
- Eksperci zgodnie podkreślają, że rzeczywista wycena Chrome jest trudna nawet dla najlepszych analityków rynku – w górę ciągnie ją nie tylko kod źródłowy, ale też cała warstwa usług wspierających, infrastruktura reklamowa, baza danych, integracje z innymi usługami Google i niezliczona liczba wtyczek i rozszerzeń.
Z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest zbudować stabilne środowisko do automatyzacji i jak nagła zmiana „operatora” konkretnej usługi może podciąć skrzydła nawet najbardziej zaawansowanym projektom marketingowym, nie mówiąc o masowych usługach dla zwykłych użytkowników.
Rynek i perspektywy – dokąd zmierzamy?
Wokół przeglądarek internetowych, a w szczególności Chrome, skupia się dziś wyjątkowo dużo uwagi. Widzimy narastającą presję na otwarcie rynku, rosnące wymagania użytkowników oraz ogromne oczekiwania regulatorów. I – co wcale nie jest takie oczywiste – coraz większe nadzieje wiązane z rozwojem sztucznej inteligencji.
Oto kilka głównych trendów, które moim zdaniem będą rzutować na najbliższą przyszłość:
- AI redefiniuje samą ideę przeglądania sieci – pojawiają się przeglądarki z autouzupełnianiem tekstu, tłumaczeniem w locie, automatyczną analizą treści, rekomendacjami w duchu personalizacji „na żywo”. Chrome pod nowym właścicielem mogłoby postawić właśnie na takie funkcje horyzontalne, choć nie gwarantuje to z miejsca zdobywania serc użytkowników.
- Prywatność kontra wydajność – im więcej AI, tym więcej danych i zarazem ryzyko naruszenia intymności. Użytkownicy coraz częściej rozważają, co dostają w zamian za swoje dane. Widzę to niemal każdego dnia przy wdrażaniu projektów marketingowych – granica między automatyzacją a naruszeniem prywatności bywa bardzo cienka.
- Rosnąca konkurencyjność wśród przeglądarek – Microsoft ostatnio inwestuje w Edge, Firefox powoli odzyskuje dawny blask, a cała plejada mniejszych projektów (od Brave przez Vivaldi po Opera) szuka swojej niszy i coraz śmielej wprowadza AI. Każda próba rozbicia megakoncernu Google sprzyja szukaniu nowych jakości.
Jak zmieni się internet, jeśli Chrome zyska nowego właściciela?
Gdyby faktycznie doszło do przejęcia Chrome przez Perplexity (lub innego podmiotu), sieć mogłaby wyglądać tak:
- Nowe doświadczenia oparte na AI – personalizowane podpowiedzi, podsumowania, automatyczne tłumaczenia, wykrywanie dezinformacji czy korekty gramatyczne na poziomie, o jakim dziś można tylko pomarzyć.
- Więcej konkurencji na rynku wyszukiwarek i przeglądarek – bo nowe podmioty będą chciały zerwać pętlę zależności między Chrome a Google Search.
- Być może większa otwartość na nowe standardy – na przykład większa swoboda instalowania rozszerzeń, alternatywne mechanizmy synchronizacji, pozwalające choćby lepiej chronić dane, z których korzystam np. podczas kampanii reklamowych czy automatyzacji w make.com oraz n8n.
- Dylematy dotyczące integralności i bezpieczeństwa – przeglądarka obsługująca miliardy osób musi zapewnić najwyższą jakość ochrony, a każde przejęcie wiąże się z niepewnością, czy nowy właściciel podoła takiemu wyzwaniu.
Z drugiej strony, nie sposób zapomnieć o cieniu zagrożeń – nawet najlepiej zaplanowane fuzje potrafią rozbić się o opór użytkowników lub awarie, które szybko przekreślają dotychczasowe zaufanie, zwłaszcza w erze fake newsów i cyberataków.
Spojrzenie z perspektywy biznesu – marketing, AI i automatyzacje po nowemu?
Na co dzień doradzam klientom, jak wykorzystywać narzędzia make.com czy n8n w automatyzacji sprzedaży. Z tego punktu widzenia, przyszłość Chrome jako środowiska „AI-first” bulwersuje i fascynuje zarazem.
Oto kilka moich przemyśleń:
- Zmiany wymuszone fuzją mogą oznaczać konieczność dostosowania skryptów automatyzujących działania marketingowe – szczególnie tych, które bazują na rozszerzeniach lub integracjach bezpośrednio sprzężonych z ekosystemem Google.
- Pojawienie się nowych funkcji AI w przeglądarce to gratka dla tych, którzy szukają przewagi dzięki szybkości analizy, segmentacji czy personalizacji działań w sieci. Wyobrażam sobie, że już niedługo konsultanci z branży digital marketing będą projektować kampanie zakładając od początku ścisłą współpracę pomiędzy przeglądarką a dedykowanymi agentami AI.
- Dla agencji i freelancerów każda taka zmiana jest wyzwaniem – wymaga stałego monitorowania zmian, testowania narzędzi, planowania migracji czy szkoleń użytkowników końcowych. Ale cóż, kto nie ryzykuje, ten nigdy nie pije szampana.
Stanowisko Google i Alphabet – walka o status quo
Nie ma tu zaskoczenia: **Google oraz koncern Alphabet nie pokazują żadnych oznak gotowości do sprzedaży Chrome**. Firma deklaruje, że odwoła się od sądowego wyroku i zamierza walczyć o utrzymanie dotychczasowego modelu działania. Dla właścicieli koncernu przeglądarka to nie tylko oprogramowanie – to prawdziwa oś przewodnia biznesu reklamowego, swoiste „lewe płuco” całego ekosystemu. Oddanie jej, choćby tylko częściowo, oznaczałoby utratę ogromnych wpływów i kontrolę nad danymi.
W praktyce, nawet jeśli regulatorzy wywrą presję, droga do finalizacji sprzedaży jest bardzo długa i wyboista. Z doświadczenia wiem, jak trudno jest rozdzielić zrośnięte technologie – a jeśli dochodzi do takiego podziału, zawsze ucierpią na tym użytkownicy i partnerzy korzystający z automatyzacji.
Jaka przyszłość czeka Chrome i branżę AI?
Rynek rozpala wyobraźnię, plotki krążą od konferencji po zamknięte spotkania inwestorów. \*Czy sztuczna inteligencja rzeczywiście zdominuje przyszłość przeglądarek internetowych? Z jednej strony wszystko wskazuje na to, że taka wizja jest raczej perspektywą na kolejne kilka lat niż odległą fantastyką.
Widzę trzy scenariusze:
- Google utrzyma obecny stan posiadania, „przeczeka” wzmożone zainteresowanie AI, nadal będzie rozwijać Chrome, powoli wdrażając nowe funkcje oparte na własnych modelach. Trudno będzie znaleźć powód, by przesiąść się na coś zupełnie nowego.
- Przymusowy podział – nowy właściciel Chrome. Tutaj zaczyna się jazda bez trzymanki: nowa marka, świeże pomysły, niestandardowe integracje, inne partnerstwa reklamowe, większy (lub mniejszy) nacisk na prywatność i AI.
- Zwycięstwo „AI-first experience” i zalew nowych startupów, które będą mocno stawiały na integrację z narzędziami pokroju make.com i n8n, automatyzując marketing, sprzedaż i analizę danych na wszystkich możliwych poziomach.
Jestem przekonany, że dla nas – marketerów, ludzi sprzedaży i entuzjastów automatyzacji – najważniejsze będzie ciągłe monitorowanie zmian, szybkie testowanie nowych rozwiązań i elastyczność. W końcu na tym polega przetrwanie w błyskawicznie zmieniającym się świecie technologii.
Czy Perplexity rzeczywiście „przejmie świat”, czy po prostu rozbiło bank? (Osobisty komentarz)
Z perspektywy osoby siedzącej „po drugiej stronie barykady”, umiem zrozumieć tę pokusę: kupić najpotężniejszą przeglądarkę, zdobyć dane miliardów ludzi i rozpychać się łokciami, stawiając na AI. Tyle tylko, że **teorie o totalnym przejęciu internetu przez nowego „bossa” pojawiały się już wielokrotnie, a rzeczywistość rzadko kiedy pozwalała im rozwinąć skrzydła bez bólu i zgrzytów**.
Nie dziwię się zachwytom nad potencjalnymi nowościami, ale traktuję ofertę Perplexity z dystansem. W naszej branży często powtarzamy, że „papier wszystko przyjmie” – więc i tu czekam na kolejne ruchy. Jeśli dojdzie do wielkiej transakcji, trzeba być gotowym na wszystko: od przyspieszonego wdrażania sztucznej inteligencji po testowanie rozwiązań, które na razie brzmią jak wycięte z powieści Stanisława Lema. Na pewno nie zamierzam zostać w ogonie tego wyścigu, bo jak to się mówi: **”kto pod kim dołki kopie, sam przeważnie w nie wpada”** – i tej zasady staram się trzymać, doradzając klientom biznesowym.
Podsumowanie – gra o wysoką stawkę na styku AI, technologii i rynku przeglądarek
Historia z ofertą Perplexity pokazuje, jak bardzo rynek „jest na sterydach”, gdy w grę wchodzą nowoczesne technologie i wpływy na skalę globalną. Niezależnie od intencji startupu – czy to tylko sprytny manewr PR, czy prawdziwa determinacja, by rzucić wyzwanie Google – przeglądarka Chrome staje się symbolem nowego rozdania.
Pojawienie się nowych graczy, nacisk na sztuczną inteligencję, oczekiwania użytkowników i regulatorów – wszystko to prowadzi do głębokiego przemeblowania świata internetu. Gdyby Chrome faktycznie zmienił właściciela, skutki odczulibyśmy zarówno w codziennym przeglądaniu stron, jak i w biznesie, marketingu czy automatyzacji.
Ja, jako praktyk i obserwator, liczę na odrobinę świeżości, ale równocześnie nie tracę czujności – każda zmiana to szansa, ale i nowe ryzyka. Pozostaje nam więc być gotowym na jeszcze szybsze zmiany, zgarniać najciekawsze nowości i… nie zostawać z tyłu, bo w tej branży czasem jeden fałszywy krok potrafi kosztować więcej niż cała inwestycja Perplexity.
I to właśnie jest internet, jaki lubię – nigdy nie pozwala popaść w rutynę, zawsze zaskakuje i przypomina, że „nie ma róży bez kolców”.
Źródło: https://www.notebookcheck.pl/Perplexity-oferuje-34-5-miliarda-dolarow-za-Chrome-poniewaz-firmy-zajmujace-sie-sztuczna-inteligencja-celuja-w-przegladarki.1086344.0.html