Perplexity chce kupić Chrome za 34,5 miliarda dolarów – co dalej?
Wstęp: Kto tu kogo zaskakuje?
Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym, że Perplexity AI – jeszcze niedawno ledwie rozpoznawalny startup – zgłasza chęć wykupienia Chrome za kolosalne 34,5 miliarda dolarów, zaniemówiłem. Przecież takie wieści brzmią jak żart rodem z prima aprilis albo, nie przymierzając, początek jakiegoś szalonego serialu o Dolinie Krzemowej. Jednak tu nie ma żartów. Sprawę opisały najważniejsze światowe media, w tym BBC i Wall Street Journal. Sam złapałem się na rozmyślaniach – czy to realne? A może chodzi o coś zupełnie innego niż zakup?
Zanim jeszcze na dobre rozkręcą się dyskusje na forach branżowych, postanowiłem zebrać dla ciebie wszystko, co już wiadomo, dołożyć własne refleksje i podejść do tematu „od kuchni”, korzystając ze swojej codziennej pracy z AI i automatyzacjami w marketingu.
Perplexity – kto stoi za ofertą?
Perplexity AI to startup, który w ostatnich miesiącach sporo namieszał w świecie sztucznej inteligencji. Liczą zaledwie trzy lata działalności, a już skutecznie przyciągają uwagę gigantów z branży i inwestorów, o których inni mogą tylko pomarzyć. Założył ich Aravind Srinivas, człowiek z dużymi ambicjami, zapleczem naukowym i niemałymi pieniędzmi od globalnych tuzów.
Warto wymienić kilka faktów:
- Wspierają ich tak znaczące postacie jak Jeff Bezos, czyli legenda Amazona, oraz Nvidia – lider rozwoju sprzętu dla AI.
- To nie jest ich pierwsza tak śmiała akcja: niedawno składali również ofertę przejęcia amerykańskiej części TikToka.
- Ich flagowy produkt to przeglądarka internetowa Comet, wyciągająca ze sztucznej inteligencji to, co dla użytkownika najwygodniejsze.
Nie ma co kryć, Perplexity lubi szum wokół siebie – i całkiem nieźle im to wychodzi.
Oferta, która wywraca stolik. Skąd 34,5 miliarda?
Kwota, o której rozpisują się media, robi gigantyczne wrażenie. 34,5 miliarda dolarów – zgadza się, wszystko gotówką na stół, bez pokrętnych rozwiązań. W świecie technologii to prawdziwy worek pieniędzy, choć… dla Google, a właściwie Alphabetu (bo to do nich należy Chrome), nie jest to nawet połowa wartości samego produktu.
Dla porównania:
- Sam rynek przeglądarek internetowych to dziś jedni z najważniejszych graczy cyfrowego świata, z miliardami użytkowników i reklam w tle.
- Chrome jako narzędzie daje dostęp do 3,5 miliarda ludzi, obsługuje ponad 60% rynku.
- Azaliż ktoś normalny wystawi coś takiego do sprzedania, szczególnie bez publicznej zapowiedzi?
Dlatego coraz częściej pojawia się teoria, że ta oferta to po prostu marketingowy majstersztyk. Perplexity wystawia na próbę nerwy lidera rynku, testując reakcje oraz rozdając reklamy własnej marki przy okazji medialnego zamieszania.
Czy Perplexity naprawdę chce kupić Chrome?
Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista.
Otoczenie rynkowe
Stare porzekadło sprawdza się znakomicie: „jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze i publicity”. Perplexity:
- Oświadcza, że ma pełne finansowanie na zakup Chrome, chociaż nie ujawnia żadnych poważnych szczegółów na temat inwestorów czy źródeł tych środków.
- Zapewnia, że z ich strony wszystko jest gotowe „na wczoraj”.
- Przy okazji uruchamia szeroko zakrojoną kampanię informacyjną własnej przeglądarki z AI – Comet, wchodząc pod strzechy także w Polsce.
Coś tu nie gra. Skoro już kilku przedstawicieli topowych funduszy inwestycyjnych powiedziało, że nie rozmawiali z Perplexity w tej sprawie, zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest kolejny cyrk medialny. Znaczy: szwindel? Dla mnie raczej dowód na wysoki poziom rozgrywki komunikacyjnej i umiejętność korzystania z narzędzi nowoczesnego marketingu.
Czy są inne chętne firmy?
OpenAI, Yahoo i Apollo Global Management – to tylko niektóre z firm, które interesowały się potencjalnym przejęciem Chrome. Oczywiście po cichu, znacznie delikatniej i bez medialnych fajerwerków. Sam pewnie wolałbym zachować tu większą powściągliwość – bo kto wie, co z tego zamieszania w końcu wyniknie?
Dlaczego to akurat teraz?
Zamiast patrzeć wyłącznie na chęć zysku czy zbicia kapitału medialnego, warto zrozumieć, co się dzieje w tle.
Orzeczenie sądowe kontra Google
W 2024 roku doszło do wydarzenia, które – przynajmniej jak dla mnie – może zmienić układ sił na rynku cyfrowym na lata. Sędzia federalny Amit Mehta uznał, że Google zmonopolizowało rynek przeglądarek, postępując nie fair wobec mniejszych graczy i użytkowników. Takiego precedensu jeszcze nie było!
Możliwe środki zaradcze to m.in.:
- Sprzedaż fragmentu działalności Google, na przykład Chrome.
- Udostępnienie kodu źródłowego Chrome konkurencji.
- Nowe zasady dystrybucji reklam i danych użytkownika.
Tak czy inaczej – sąd może tu rozdawać karty, a Perplexity postanowiło zagrać va banque, stawiając wszystko na jedną kartę. Taki ruch zresztą nie dziwi, bo przecież rynek lubi niespodzianki – a na szczycie zawsze robi się gorąco, kiedy pojawia się choćby cień zagrożenia dla status quo.
Co na to Google i Sundar Pichai?
Sundar Pichai to postać nie do zignorowania. Jego reakcja nie była jednak przesadnie entuzjastyczna. Google mocno podkreśla, że nie zamierza sprzedawać Chrome i że cała akcja byłaby groźna dla:
- Innowacji technologicznych – bo kto zainwestuje, gdy nie ma pewności, czy utrzyma produkt?
- Bezpieczeństwa użytkowników – lepiej nie myśleć, co mogłoby się stać z danymi 3,5 miliarda osób, gdyby przeglądarka trafiła w niepowołane ręce.
- Równowagi na rynku – bo przewrót, nawet pozorny, wśród tak dużych graczy to zawsze pewna destabilizacja.
Zresztą, kto zna realia rynku, wie jedno – Google nie pozwoli, żeby najważniejsze aktywa łatwo im się wymsknęły spod kontroli. W świecie nowych technologii stary zwyczaj „trzymania kart przy orderach” ma się znakomicie.
Nowa konkurencja: Co oferuje Comet od Perplexity?
Moje spojrzenie na nowe przeglądarki jest dosyć pragmatyczne – sam pracuję na co dzień zarówno na Chrome, jak i testując mniej znane aplikacje, szukając rozwiązań pod automatyzacje w make.com czy n8n. Z perspektywy użytkownika i marketera najciekawsze jest jednak to, czym Perplexity chce przekonać do siebie odbiorców.
Comet stawia na:
- Silne wsparcie AI w każdej funkcji – podsumowywanie stron, inteligentne zarządzanie zakładkami, automatyczne tworzenie notatek.
- Brak konieczności doinstalowywania dziesiątek dodatków – wszystko działa „od ręki”, prosto z przeglądarki.
- Personalizację na zupełnie nowym poziomie – użytkownik dostaje narzędzia dostosowane do swoich potrzeb, a nie do potrzeb reklamodawcy czy algorytmu.
- Prostą automatyzację powtarzalnych czynności, która doceni każdy, kto pracuje z narzędziami takimi jak make.com czy n8n.
Mnie najbardziej ciekawi, jak takie podejście wpłynie na rynek dalej. Przeglądarki z AI jako integralną częścią stają się standardem, a nie bajerem dla technologicznych freaków – tego już nie da się zatrzymać.
Spektakularny ruch czy sprytny chwyt marketingowy?
Nie będę owijał w bawełnę – dużo wskazuje, że cała akcja to w głównej mierze popis dobrego marketingu. W dzisiejszych czasach, gdy każda informacja potrafi obiec cały świat szybciej niż plotka na bazarze, taki krok przyciąga uwagę:
- Inwestorów – bo przecież pieniądze lubią ciszę, a szum wokół marki pozwala im rozeznać się, czy gdzieś nie ma okazji na interes życia.
- Użytkowników – bo ci ciekawi nowości chętnie sprawdzają alternatywy dla znanych produktów.
- Rywali – bo OpenAI czy Yahoo muszą zrewidować swoje strategie, gdy nieoczekiwanie pojawia się konkurencja na międzynarodowym froncie.
Mnie przypomniały się sytuacje, kiedy mniejsze firmy robiły podobne zamieszanie, licytując się głośnymi obietnicami przejęcia rynku, a potem… albo rzeczywiście udawało im się wejść do gry, albo zostawały wspomnieniem medialnej bańki. Tak już jest – nie ma róży bez kolców.
Gdzie w tym wszystkim miejsce na AI?
Jako praktyk, widzę, jak AI przeplata się teraz dosłownie we wszystkim – od narzędzi marketingowych, przez obsługę klienta, po codzienne przeglądanie internetu. Przeglądarki takie jak Comet mają szansę poważnie namieszać w naszej codzienności, jeśli rzeczywiście wdrożą zaawansowane funkcje automatyzacji bez zbędnych przeszkód i haczyków.
Moje doświadczenie z automatyzacjami make.com pokazuje, że im więcej „inteligencji” można wbudować od razu, tym efektywniej pracuje się na co dzień. Przeglądarka z natywnym AI to nie mrzonka, a realna przewaga konkurencyjna – również dla biznesów stawiających na efektywność i skalę.
Co może wyniknąć z tej afery?
Mimo że na pierwszy rzut oka sprawa wygląda na medialną zadymę, skutki mogą być poważniejsze, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Możliwe scenariusze na najbliższe miesiące
- Nic się nie zmieni – Google zostaje niekwestionowanym liderem, Perplexity i spółka zyskują rozpoznawalność i rozbudzają zainteresowanie inwestorów. Chrome nie pójdzie pod młotek, a temat ucichnie do kolejnego medialnego wybuchu.
- Sąd narzuci uwolnienie części aktywów Google lub rozdzielenie biznesu. Wówczas na rynku może pojawić się nowy właściciel Chrome albo kod źródłowy stanie się bardziej dostępny dla konkurentów.
- Rosnąca konkurencja wymusi integrację AI w kolejnych usługach Google i innych przeglądarek. Zyska na tym każdy użytkownik – czasem wystarczy odrobina presji, by giganci musieli sięgnąć po nowe rozwiązania.
Dla mnie najciekawsze w tym wszystkim jest, jak przenikają się narzędzia AI i automatyzacje z codziennymi gospodarskimi czynnościami. Jeszcze kilka lat temu obsługa robotów czy integracje make.com wydawały się zadaniem dla wybranych. Teraz dostępność takich rozwiązań z poziomu przeglądarki okienko po okienku – to powoli staje się codziennością.
Kilka refleksji z perspektywy branży marketingowej i automatyzacyjnej
Patrząc przez pryzmat pracy w Marketing-Ekspercki, doskonale rozumiem, jak ważna jest komunikacja i wykorzystanie właściwego momentu. Perplexity zagrało śmiało, licząc na wywołanie szumu, który przełoży się na:
- Wzrost liczby zapytań o własne produkty (Comet czy inne przyszłe narzędzia AI).
- Zwiększenie rozpoznawalności – bo przecież dziś każdy, nawet sceptyk, zaczyna się interesować, „co to za jeden ten Perplexity?”
- Możliwość pozyskania dodatkowych funduszy na rozwój (skoro już głośno o nich w mediach, ktoś może się skusić na rozmowę o inwestycję).
Znając polskie realia, powiem ci jedno: mimo że nasze firmy jeszcze nie dorównują rozmachem tym z Doliny Krzemowej, to coraz częściej szukają inspiracji u takich odważnych graczy. Sam miałem ostatnio okazję pracować nad automatyzacjami przy wdrażaniu AI w dużym sklepie internetowym – i tam, wzorem zachodnich kolegów, nikt już nie boi się myśleć szerzej i korzystać z nowinek, które kiedyś uchodziły za science-fiction.
Jak zmieni to pracę marketerów?
Zmiany, które zapoczątkuje (choćby niechcący) akcja Perplexity, najprawdopodobniej:
- Zmuszą agencje do jeszcze szybszego wdrażania AI w codzienną pracę, od analityki po obsługę reklam.
- Przyspieszą rozwój integracji automatyzujących żmudne procesy – n8n czy make.com to już nie moda, tylko codzienność.
- Znacząco podniosą poprzeczkę pod kątem bezpieczeństwa danych użytkowników, bo zbyt łatwe przejęcie przeglądarki przez podmiot bez doświadczenia może wywołać niemałe zamieszanie w branży.
Sam co rusz łączę nowe narzędzia z CRM-ami czy systemami e-commerce i widzę, jak wręcz niepohamowana potrzeba automatyzacji rośnie z tygodnia na tydzień. „Czas to pieniądz” – i tej maksymy trzyma się dziś marketingowec, informatyk i sam prezes.
Rola mediów i opinii publicznej
Trzeba przyznać, że media zareagowały błyskawicznie – tak jak to bywa przy newsach z dreszczykiem sensacji. Dziennikarze rozkładają ofertę Perplexity na czynniki pierwsze, a eksperci od komunikacji analizują, czy to „grzanie tematu” nie zaszkodzi poważnym graczom.
Tutaj pojawia się pewna refleksja:
- W dobie fake newsów trudniej rozpoznać, co jest zamierzoną akcją PR, a co realnym działaniem biznesowym.
- Liderzy rynku muszą nauczyć się reagować szybciej i z większym wyczuciem – nie można lekceważyć nawet pozornie absurdalnych propozycji na tak dużą skalę.
- Marki, które czekają na publiczny kryzys czy przełamanie monopolu, mogą zyskać w oczach użytkowników – bo ludzi irytuje stagnacja i brak alternatyw.
Wielu specjalistów pyta mnie wprost: „Chciałbyś, żeby taki ‘szwindel’ wydarzył się w twojej branży?”. Odpowiadam – jeśli prowadzi za sobą innowacje i jeszcze bardziej napina konkurencję… czemu nie? W końcu, jak mawiał mój profesor od logiki, „każda zmiana jest szansą, ale szanse trzeba umieć wykorzystywać”.
Kontekst dla Polski i firm z naszego rynku
Wbrew pozorom, także dla polskich firm marketingowych i e-commerce ta historia to nie tylko ciekawostka zza oceanu. Sam coraz częściej obserwuję, jak polscy przedsiębiorcy pytają o zaawansowane możliwości w narzędziach AI, o elastyczność automatyzacji, o możliwość konkurowania z dużymi podmiotami… Takie ruchy jak Perplexity są dla nich sygnałem, że nawet duzi mogą być zaskoczeni.
Liczne firmy z branży SaaS, start-upy czy agencje korzystają dziś z Chrome, bo to „oczywiste”. Tymczasem potrzeba alternatyw – z jeszcze lepszym bezpieczeństwem, integracjami i funkcjami AI – dopiero się klaruje. Kto pierwszy przemyci do codziennych operacji takie rozwiązania, wyjdzie na swoje szybciej niż konkurencja „śpiąca na laurach”.
W praktyce widzę to tak:
- Automatyczne przepinanie kampanii reklamowych wg wyników z AI to już nie melodia przyszłości – to tu i teraz.
- Zrobotyzowane procesy w CRM-ach, gdzie przeglądarka jest tylko jednym z elementów większej układanki, stają się normą.
- Przeglądarki nowej generacji mogą zmienić nawet sposób, w jaki prowadzimy analizę rynku i podglądamy konkurencję.
Podsumowanie: Czego nauczyliśmy się z tej historii?
Jako człowiek zanurzony w marketingu i automatyzacjach, mam wrażenie, że z zamieszania wokół Perplexity i Chrome wynika kilka prostych, choć ważnych lekcji:
- Nie jest ważne, jak wielki jesteś, ale jak szybko reagujesz na zmiany i umiesz wykorzystać okazję – bo nawet gigant może się potknąć.
- Kreatywność w marketingu wciąż potrafi działać cuda – czasem wystarczy zaskoczyć cały świat, by wejść na języki inwestorów.
- Sztuczna inteligencja i automatyzacja to już fundament, a nie futurystyczny dodatek. Nowe przeglądarki będą testem tego, czego naprawdę chcą użytkownicy.
- Nie ma rynku nie do ruszenia – każda monopolistyczna pozycja kiedyś zostanie zakwestionowana, choćby przez małego, przebojowego gracza zbudowanego na dobrym pomyśle.
- Niepewność jest wpisana w DNA technologii: jeżeli coś wydaje się nieprawdopodobne dziś, jutro może być nową rzeczywistością.
Ja sam śledzę sprawę z niekrytą fascynacją. Oczywiście, „nie wszystko złoto, co się świeci”, i prawdopodobieństwo rzeczywistej sprzedaży Chrome przez Google uważam za bliskie zeru. Jednak nie sposób nie docenić kunsztu, z jakim Perplexity rozkręciło całą akcję. Do tego ich przeglądarka Comet już dziś pokazuje, że warto szukać alternatyw – zwłaszcza jeśli komuś chodzi po głowie automatyzowanie życia cyfrowego od A do Z.
Przed nami ciekawy czas – świat przeglądarek, AI i automatyzacji aż kipi od emocji, a każda kolejna taka historia przypomina mi starą prawdę: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. A jeśli jeszcze technologia pomoże zrobić rzeczy szybciej, mądrzej (no… lepiej!), to czemu nie spróbować?
FAQ – najczęstsze pytania o ofertę Perplexity i jej skutki
- Kiedy dowiemy się, czy Google rzeczywiście będzie musiało sprzedać Chrome? – Decyzja sądu może zapaść w ciągu najbliższych tygodni, ale cały proces potrwa zapewne kilka miesięcy.
- Czy Perplexity naprawdę ma 34,5 miliarda dolarów? – Według własnych zapewnień – tak. Brak jednak oficjalnie potwierdzonych informacji o inwestorach gotowych wydać te środki.
- Co z bezpieczeństwem użytkowników, jeśli Chrome trafi w inne ręce? – To jedna z największych obaw. Dlatego rynek technologiczny patrzy na potencjalne transakcje z dużą rezerwą.
- Czy Comet jest już dostępny w Polsce? – Tak, choć wciąż nie zdobył popularności na poziomie globalnym. Warto śledzić nowinki, bo konkurencja wprowadza innowacje coraz szybciej.
- Jak zareagują marketerzy i branża e-commerce? – Każdy powiew świeżości w przeglądarkach i AI to szansa na lepsze kampanie, skuteczniejsze automatyzacje i niższe koszty obsługi procesów.
Mam nadzieję, że wyłuskałem dla ciebie wszystkie ważne niuanse tej niecodziennej historii. Świat nowych technologii potrafi zaskakiwać szybciej, niż zdąży się powiedzieć „sztuczna inteligencja”, dlatego zachęcam – trzymaj rękę na pulsie. A gdy będziesz potrzebować wsparcia w marketingu lub automatyzacjach, zawsze możesz skonsultować się z nami w Marketing-Ekspercki.
W końcu rynek nie śpi, a kto wie – być może już jutro przeczytasz o kolejnej ofercie, która przewróci wszystko do góry nogami.
Źródło: https://next.gazeta.pl/next/7,151243,32175763,szokujaca-oferta-startup-perplexity-chce-kupic-chrome-szwindel.html