Wait! Let’s Make Your Next Project a Success

Before you go, let’s talk about how we can elevate your brand, boost your online presence, and deliver real results.

To pole jest wymagane.

Perplexity AI kontra Google Chrome za 34,5 mld dolarów – co dalej?

Perplexity AI kontra Google Chrome za 34,5 mld dolarów – co dalej?

Perplexity AI - kontra Google Chrome

Wprowadzenie: Nowy rozdział w historii rynku przeglądarek?

Rynek technologiczny uwielbia nagłe zwroty akcji, lecz nieczęsto ma okazję obserwować ofertę na poziomie *ponad 34 miliardów dolarów*. Gdy dotarła do mnie pierwsza wzmianka o propozycji startupu Perplexity AI, pomyślałem, że to żart albo przynajmniej jakowyś żartobliwy przeciek mający rozruszać atmosferę przed rozprawą antymonopolową Google. Jednak kolejne źródła potwierdzały te szokujące wieści. Tak oto, niepozorny jeszcze do niedawna startup postanowił rzucić wyzwanie branżowemu kolosowi i z miejsca znalazł się na ustach całej społeczności technologicznej.

Oferta Perplexity AI – firmowana m.in. przez Jeffa Bezosa i Nvidię – padła w bardzo newralgicznym dla Google momencie, gdy koncern stoi w obliczu wyroku sądowego dotyczącego naruszeń zasad konkurencji na rynku wyszukiwarek internetowych. Trudno nie przyznać, że Perplexity AI zagrało w tej partii wyjątkowo odważnie, jeśli nie przewrotnie.

Chciałbym dziś przybliżyć Ci całą tę sprawę i podzielić się moimi przemyśleniami na temat tej głośnej propozycji. Przyjrzymy się nie tylko szczegółom oferty, lecz także jej tłu rynkowemu oraz możliwym scenariuszom na przyszłość, które rozgrzewają wyobraźnię zarówno entuzjastów, jak i sceptyków.

Geneza: Skąd wzięła się oferta przejęcia Chrome?

Perplexity AI zakup przeglądarki Chrome

Nie od dziś wiadomo, że świat nowych technologii nie znosi nudy ani stagnacji. Jednak nawet najbardziej doświadczeni obserwatorzy przyjęli z zaskoczeniem doniesienia o ofercie Perplexity AI. Przez ostatnie miesiące śledziłem zmagania Google z zarzutami o praktyki monopolistyczne w Stanach Zjednoczonych. Federalny sąd ledwie kilka tygodni przed wypłynięciem tej historii miał wydać wyrok, który mógł poważnie zachwiać rynkiem usług wyszukiwania i przeglądania sieci.

**Startup Perplexity AI dotąd kojarzony był głównie z autorską wyszukiwarką bazującą na sztucznej inteligencji.** Projekt, reklamowany jako nowa odpowiedź na zmieniające się potrzeby internautów, oferuje zupełnie inne podejście do interakcji użytkownika z informacjami w sieci – coś na kształt połączenia sieci neuronowych z interfejsem szukającym „esencji” odpowiedzi, zamiast klasycznych list wyników.

W takich warunkach biznesowych i regulacyjnych Perplexity zgłosiło oficjalną propozycję wykupu Chrome, argumentując ją troską o „otwartość sieci” oraz „wolność wyboru” internautów. Widać tu, że młoda firma korzysta z całej gamy narzędzi retorycznych, które mogą zaskarbić jej przychylność opinii publicznej i regulatorów.

Co tak naprawdę zaoferowali?

Lista deklaracji Perplexity AI obejmuje:

  • Zachowanie wsparcia oraz pełnej dostępności przeglądarki Chrome dla wszystkich aktualnych użytkowników przez 100 miesięcy od możliwego przejęcia.
  • Pozostawienie użytkownikom decyzji co do domyślnych ustawień – w praktyce chodzi o wybór wyszukiwarki czy integracji z innymi usługami.
  • Nakłady inwestycyjne rzędu minimum 3 miliardów dolarów na rozwój Chrome w ciągu dwóch lat od finalizacji transakcji.

Zdecydowanie odchodzi to od schematów, w których dominujący gracz „przechwytuje” narzędzie, by nim zarządzać zgodnie z własną polityką. Perplexity próbuje wypracować wizerunek partnera dbającego o dobro wspólne, choć wielu komentatorów twierdzi, że to dobrze skalkulowany ruch mający wykorzystać korzystny dla siebie koniunkturalnie moment.

Dlaczego właśnie teraz? Tło antymonopolowe i sytuacja Google

W kuluarach mówi się wiele o tym, że Google straciło już nieco swego niegdyś niezachwianego gruntu pod nogami. Sąd federalny prowadził długoletnie postępowanie dotyczące m.in. praktyk polegających na blokowaniu konkurencji, domyślnym ustawianiu własnych usług oraz ścisłej integracji kluczowych aplikacji.

W swojej obronie Sundar Pichai argumentował, że każda przymusowa sprzedaż części kluczowych aktywów firmy może:

  • Wstrzymać dalszy rozwój innowacji.
  • Wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo użytkowników.
  • Zniechęcić przedsiębiorstwo do dalszego inwestowania w rozwój open source.

Te wypowiedzi mają swój ciężar retoryczny, ale nie wywołują już takiego respektu jak kiedyś. Regulatorzy oraz analitycy widzą bowiem ryzyka związane z tak skoncentrowanym ekosystemem usługowym. Chrome, obsługując ponad 3,5 miliarda użytkowników, stanowi łakomy kąsek nie tylko technologiczny, lecz także polityczny.

Decyzje sądu – gra toczy się o wysoką stawkę

Dla Google najbliższe miesiące to istna ścieżka przez minowe pole:

  • Wyrok sądu federalnego może nałożyć obowiązek wydzielenia kluczowych usług – a takich narzędzi jak Chrome praktycznie nie sposób przecenić, patrząc na znaczenie dla ruchu sieciowego oraz reklamowego.
  • W praktyce mógłby to być cios o sile porównywalnej do podziału AT&T czy innych dawnych monopoli – oczywiście w nowoczesnej, cyfrowej odsłonie.
  • Na stole mogą znaleźć się zupełnie nowe warunki gry, a nawet „podanie na tacy” Chrome dla innych graczy z sektora BigTech, takich jak Apple.

Choć niektórym może wydawać się, że tego typu procesy trwają w nieskończoność, realne zagrożenie dla jednego z symboli ery internetu istnieje jak najbardziej naprawdę.

Kto stoi za Perplexity AI?

Wielu pyta – kim właściwie są ci śmiałkowie, którzy podnoszą taką stawkę? Jeśli spojrzeć na ekosystem inwestorów Perplexity, pojawiają się tam duże nazwiska i znane firmy. Oficjalnie wiadomo o wsparciu ze strony podmiotów powiązanych z Jeffem Bezosem i Nvidią – choć, jak sam zauważyłem, nie zostały przedstawione konkretne nazwiska inwestorów gotowych wyłożyć 34,5 mld dolarów „na stole”.

Startup budował swoją pozycję rozwijając własną wyszukiwarkę opartą na AI, a także testując przeglądarkę Comet, która – skądinąd – nie doczekała się jeszcze spektakularnego sukcesu na rynku. Można trochę żartobliwie powiedzieć, że próbują „uderzyć pięścią w stół”, zanim na dobre zajmą przy nim miejsce.

Nieoficjalne głosy z rynku finansowego sugerują, że część inwestorów Perplexity dowiedziała się o „operacji Chrome” z gazet. Sam miałem okazję rozmawiać ze znajomym z branży VC, który – jak się wyraził – „nigdy nie sądził, że startup bez własnego miejsca na piedestale rzuci rękawicę takiemu kolosowi”.

Projekt „Solomon” – strategia czy tylko gra pozorów?

Oferta została zgrabnie opatrzona kryptonimem „Project Solomon”. W liście intencyjnym, wysłanym do CEO Google i Alphabetu, Perplexity twierdzi, że chce działać w interesie publicznym; powołuje się na idee związane z otwartością i przejrzystością globalnej sieci, a także podkreśla gotowość zapewnienia długotrwałego wsparcia dla Chrome.

Pytanie tylko, czy jest to rzeczywiście początek poważnych negocjacji, czy raczej:

  • Pokerowe zagranie obliczone na zyskanie zainteresowania mediów i regulatorów?
  • Rozbudowana kampania marketingowa mająca podnieść wartość własnej marki?

Sam skłaniam się ku wersji drugiej – nie dlatego, że Perplexity nie byłoby w stanie pozyskać pokaźnych środków (w końcu AI to dziś gorący temat inwestycyjny), ale dlatego, że pewne detale tej operacji przypominają raczej „zakładanie sieci na szczupłego karpia w stawie pełnym rekinów”: dużo zamieszania, lecz efekt końcowy – przynajmniej na dziś – trudny do przewidzenia.

Reakcje rynku i branży: entuzjazm czy pobłażliwy uśmiech?

Odpowiedź rynku była, co tu ukrywać, zróżnicowana. Częściowo widać tu doskonale znany mechanizm: wszyscy chcą wiedzieć, czy to tylko bańka, czy nie. Odbiór medialny wywołał szeroką falę:

  • Zainteresowania ze strony analityków branżowych, którzy wszelkie rzeczy niestandardowe mają we krwi.
  • Narastającego niepokoju wśród menedżerów Google, choć oficjalnie bagatelizują całą sprawę.
  • Plotek i domysłów dotyczących możliwych reakcji konkurencji – zwłaszcza Apple czy Microsoft.

Może trochę przewrotnie, ale niektórzy żartują, że gdyby nie Perplexity, cała saga sądowa Google wyglądałaby dużo bardziej jednostajnie – teraz natomiast napięcie rośnie z dnia na dzień, a newsy nabierają rumieńców. Przecież takie ruchy to w polskiej rzeczywistości odpowiednik piątkowej awantury „pod sklepem”: chętnych widzów nie braknie, nawet jeśli nic ostatecznie się nie wydarzy.

Google, przynajmniej w komunikatach oficjalnych, stara się nie dać ponieść emocjom. Sundar Pichai oraz inni menedżerowie przekonują, że sprzedaż Chrome byłaby szkodliwa dla użytkowników, bezpieczeństwa i przyszłych innowacji. Jednocześnie wyznaczają kierunek, w którym nie zamierzają podążać – a to rodzi kolejne pytania.

Rynek przeglądarek internetowych – gdzie teraz jesteśmy?

Mam wrażenie, że przez ostatnią dekadę niewiele zmieniło się na rynku przeglądarek internetowych. Przebieg linii frontu jest dość przewidywalny:

  • Google Chrome – niewątpliwy lider liczący ponad 60% udziału w rynku, obsługujący nawet 3,5 mld użytkowników.
  • Safari od Apple – kluczowy punkt dla użytkowników sprzętu z nadgryzionym jabłuszkiem.
  • Microsoft Edge – spadkobierca Internet Explorera, wyposażony w nowoczesny silnik, choć wciąż pozostający lekko w cieniu.
  • Firefox i Opera – niegdysiejsi weterani, dziś już raczej na bocznym torze walczący o lepsze jutro.

Wydawało się, że układ ten przetrwa lata, a próbujące wbić się startupy (jak choćby niegdysiejszy Brave czy Vivaldi) funkcjonują niemal wyłącznie na marginesie. Dopiero tak radykalna oferta, jak propozycja Perplexity, sprawia, że drgnęła tafla tego – na pozór stabilnego – stawu.

Potencjał rynku i możliwe skutki przejęcia

Co by się stało, gdyby Perplexity jakimś cudem dopięło swego? Nie ukrywam, że rozważania tego typu bawią mnie niezmiernie – a jednocześnie otwierają pole do spekulacji:

  • Wzrost innowacyjności: Nowy gracz, szczególnie rozwijający technologie AI, mógłby faktycznie rozruszać rynek zdominowany przez kilka „rdzennych” marek.
  • Możliwość wprowadzenia alternatywnych modeli biznesowych: Perplexity skupiające się na stricte AI-owych rozwiązaniach mogłoby przetestować inne sposoby monetyzowania przeglądarki.
  • Większa otwartość: Faworyzowanie wyboru domyślnej wyszukiwarki, rzeczywisty wybór integracji – aspekty, które dziś są w Google raczej „przykryte płaszczem domyślności”.

Z drugiej strony – nie sposób pominąć ryzyk:

  • Problemy z migracją danych i usług: Przekazanie projektu na taką skalę to logistyczny koszmar.
  • Zagrożenie dla bezpieczeństwa oraz ekosystemu dodatków: Dotychczasowa architektura Chrome tworzona była z myślą o ciągłych aktualizacjach, skokowej kompatybilności i ścisłej integracji z Google.

Mam świadomość, że tego typu wyzwania potrafią pogrzebać już niejeden wielki projekt.

Polityka, rynek finansowy a gry marketingowe

Nie ma się co czarować – w obecnych czasach granica między poważną grą biznesową a efektownym ruchem PR-owym jest wyjątkowo cienka.

Perplexity może sporo zyskać na samej fali medialnej. Nowa marka, do tej pory raczej niszowa, nagle pojawia się w setkach analiz, podcastów i zestawień branżowych tuż obok gigantów. Nie zdziwiłbym się, gdyby celem była także poprawa pozycji negocjacyjnej choćby przy sprzedaży własnej technologii czy wejściu w nowe partnerstwa strategiczne.

Podobne ruchy widywałem już wcześniej – szczególnie w sytuacjach, gdy nieoczekiwany uczestnik próbuje przy „grze o tron” dołożyć własną cegiełkę („Może coś skapnie, nawet jeśli nie przejmiemy zamku?”). Złośliwi nazwaliby to grą na podbicie własnej wartości wycenowej, co w dzisiejszych czasach „startupowej gorączki” i wyścigu na rundy inwestycyjne jakoś niespecjalnie dziwi.

Inwestorzy, sądy i branżowe plotki – jak to odczuwa branża?

Niektórzy inwestorzy powiązani z Perplexity AI przyznali, że nie byli informowani o negocjacjach dotyczących przejęcia Chrome. To, oczywiście, rodzi dodatkowe pytania o wewnętrzną komunikację oraz rzetelność deklaracji płynących ze strony startupu.

Koledzy z branży spekulują, że sam fakt obecności oferty Perplexity na stole może posłużyć za swego rodzaju „bat” na Google, jeśli dojdzie do przymusowego rozdzielenia usług lub sprzedaży strategicznych aktywów. „Taka wisienka na torcie dla regulatorów”, jak ujął jeden z komentatorów.

Pozostaje mieć oko na relacje sądowe. Kto wie, czy nie wydarzy się tutaj coś, co zostawi po sobie ślad na dziesięciolecia.

Czy Perplexity naprawdę przejmie Chrome?

Nie będę ukrywał – osobiście patrzę na ten temat z dystansem i nutą sceptycyzmu. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której startup liczący zaledwie kilka lat (nawet z magnesem w postaci wsparcia Jeffa Bezosa czy Nvidii) dostaje „pod klucz” taki segment rynku.

Wątpliwości pogłębiają:

  • Brak jasnych potwierdzeń źródeł finansowania.
  • Sprzeczności w komunikatach dla inwestorów.
  • Niewielkie doświadczenie Perplexity w prowadzeniu infrastruktury (sic!) na taką skalę.
  • Nierozwiązane kwestie migracji użytkowników, supportu i aktualizacji.

Nie bez powodu na rynku internauci i branżowi wyjadacze przypominają, że „nie ma róży bez kolców”. Gdy w grę wchodzą długoletnie projekty rozwijane przez setki inżynierów, przerzucenie ich do innego właściciela w trybie natychmiastowym to, moim zdaniem, „marzenie ściętej głowy”.

Implikacje dla marketerów, twórców i branży reklamowej

Jako osoba pracująca na styku marketingu i automatyzacji biznesu nie mogę nie zauważyć, jak duże znaczenie ma stabilność ekosystemu przeglądarek dla sektora reklamy.

Chrome to dziś narzędzie absolutnie podstawowe dla działań reklamowych. Jest platformą:

  • Dostarczającą najwięcej danych behawioralnych o użytkownikach.
  • Ułatwiającą wdrożenia automatyzacji (m.in. przez dodatki, pluginy czy własne narzędzia DMP).
  • Przyspieszającą testowanie rozwiązań AI i automatyzacji marketingu (szczególnie przy zastosowaniach make.com czy n8n).

Gdyby doszło do przejęcia – lub nawet zawirowań wokół Chrome – cały pakiet narzędzi analitycznych, systemy wsparcia sprzedaży oraz efektywność strategii marketingowych mogłyby stać się przedmiotem niepewności. W mojej ocenie wiele firm (w tym również moi klienci) musiałoby „utrzymać rękę na pulsie”, w razie potrzeby przygotowując alternatywy lub scenariusze awaryjne.

Nowy gracz = nowe reguły?

Perplexity, postawiwszy na AI, mogłoby przekształcić Chrome w oprogramowanie mocniej personalizujące doświadczenie użytkownika, a zarazem pozwalające na nowe formy serwowania treści reklamowych. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że połączenie AI i narzędzi reklamowych to mieszanka, która budzi niekiedy skrajne emocje – od zachwytu po obawy przed nadmierną inwigilacją i automatyzacją śledzenia zachowań.

Ja sam, testując różne automatyzacje w make.com lub n8n, czuję, że przyszłość leży w integracji AI w niemal wszystkich warstwach user experience. Gdyby Perplexity wypracowało własny, innowacyjny model generowania i serwowania reklam w Chrome, czołowi marketerzy na całym świecie musieliby przemyśleć swoje strategie.

Co czeka użytkowników końcowych?

Z punktu widzenia zwykłego użytkownika, groźba nagłej zmiany właściciela Chrome wydaje się dość abstrakcyjna. Jednak w praktyce, każda taka operacja powoduje perturbacje:

  • Pojawienie się nowych ekranów powitalnych i „polityk prywatności”
  • Zmiana opcji integracji z usługami Google, systemami logowania itp.
  • Potencjalny problem z aktualizacjami i wsparciem technicznym w okresie przejściowym
  • Niepewność dotycząca bezpieczeństwa danych, sposobów śledzenia czy monetyzowania aktywności przeglądarki

W przeszłości podobne zmiany – nawet w dużo mniejszych projektach – powodowały chwilowe „zamieszanie wokół koryta”, zanim sprawy wróciły na stabilniejsze tory. Po polsku: „dokąd płynie ta rzeka, nie wiadomo, ale na pewno będzie trochę zawirowań”.

Osobiście mam nadzieję, że – bez względu na ostateczny kształt tej historii – użytkownicy nie ucierpią na tej „grze o Chrome”, a zmiany, jeśli nastąpią, przyniosą więcej pożytku niż zamieszania.

Podsumowanie: wielka saga czy sprytna reklama?

Podsumowując całą sprawę, nie mam złudzeń: nawet jeśli Perplexity AI nie kupi Chrome (a to prawdopodobne), już wygrało na polu PR i budowania swojej marki. Szczególnie w świecie zdominowanym przez konkurowanie „na uwagę”, taki ruch to strzał w dziesiątkę. Każdy, kto choć raz „szukał swojego miejsca w szeregu”, wie, że czasami wystarczy wyjść przed szereg, żeby wszyscy zapamiętali twoje imię.

Nie przesądzam, czy doczekamy się przejęcia, ale wiem, że po takich newsach już nikt nie myśli o Perplexity jako o ciekawostce. A to może być warte dużo więcej niż kilka miliardów w Excelu.

Trzymaj rękę na pulsie, bo przy takich zwrotach akcji w świecie dużych technologii – jak mawiają – „jutro też jest dzień, a to, co dziś sensacyjne, jutro może być rzeczywistością”.

Źródła i lektury uzupełniające

  • [1] rootblog.pl/wp-content/uploads/2025/06/perplexity-just-ai-news.jpg
  • [2] Artykuły i komunikaty prasowe z czerwca 2025 dotyczące oferty Perplexity AI
  • [3] Raporty branżowe na temat aktualnej sytuacji Google i sprawy sądowej

O autorze

Mam za sobą lata pracy w sektorze marketingu internetowego, automatyzacji i AI. Z niejednego pieca jadłem chleb, obserwując kolejne „rewolucje” na rynku przeglądarek i usług online. Jeśli chcesz być na bieżąco z trendami, nowinkami oraz zagadnieniami, które faktycznie wpływają na skuteczność sprzedaży, śledź wpisy na blogu Marketing-Ekspercki.

Może zabrzmi to jak fraza z polskiego podwórka: „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Ale obserwując zarówno Google, jak i Perplexity, mam przeczucie, że jeszcze nieraz będziemy świadkami podobnych, wielkich rozgrywek.

Źródło: https://rootblog.pl/czy-perplexity-ai-rzeczywiscie-planuje-przejecie-chrome-od-google-za-345-miliarda-dolarow-analiza-zaskakujacej-oferty/

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry