Wait! Let’s Make Your Next Project a Success

Before you go, let’s talk about how we can elevate your brand, boost your online presence, and deliver real results.

To pole jest wymagane.

OpenAI i przyszłość osobistej dokumentacji zdrowotnej w Polsce

OpenAI i przyszłość osobistej dokumentacji zdrowotnej w Polsce

Nowe oblicze dokumentacji zdrowotnej – dlaczego temat wraca właśnie teraz?

Temat osobistej dokumentacji zdrowotnej, mimo wielu nieudanych prób w przeszłości – zarówno na świecie, jak i tu, nad Wisłą – znów powraca na języki specjalistów. Co ciekawe, tym razem zamieszanie wywołuje nie kolejny szpital czy ogólnopolski projekt rządowy, ale… sztuczna inteligencja. Jako osoba, która od lat śledzi trendy automatyzacji i nowych technologii, ze zdumieniem patrzę, jak AI zaczyna coraz śmielej gościć w dziedzinie tak przecież wrażliwej, jak opieka zdrowotna.

Rozpęd, z jakim narzędzia oparte o AI wkraczają do medycyny, robi wrażenie nawet na mnie – a nie należę do tych, których łatwo zaskoczyć nowinkami technologicznymi. Skąd ten nagły zryw? W dużej mierze odpowiedzialne są za to postępy w rozwoju tzw. modeli językowych – czyli systemów, które potrafią naturalnie rozmawiać z użytkownikiem, jakby po drugiej stronie siedział prawdziwy lekarz, a nie bezduszny komputer. OpenAI, znane już z ChatGPT, zaczyna kierować spojrzenie właśnie na zdrowie – również tę polską.

Jak rozwijały się elektroniczne rejestry zdrowotne na świecie?

Nie będę czarować – próby stworzenia osobistych baz danych medycznych mają długą i często wyboistą historię. Przez lata obserwowałem, jak giganci technologiczni potykali się o zawiłości prawa, nieufność pacjentów oraz… bałagan w systemach IT placówek.

  • Apple, Google i Microsoft – każdy z tych graczy próbował swoich sił na rynku zdrowotnym.
  • Microsoft uruchomił HealthVault już w 2007 roku, jednak po ponad dekadzie wycofał się z projektu.
  • Nawet tak duże firmy miały problem, żeby przekonać ludzi do powierzenia swoich danych jednej, zaufanej platformie.
  • Dlaczego te projekty padały jak muchy? Najczęściej powtarzano te same argumenty:

  • brak interoperacyjności systemów (czyli kłopotliwe przenoszenie danych np. między szpitalami a aplikacjami mobilnymi),
  • wysokie wymogi bezpieczeństwa informacji – nie da się ukryć, zdrowie to temat wrażliwy,
  • niemożność zagwarantowania pacjentowi pełnej kontroli nad swoją historią medyczną.
  • Przez lata nasza służba zdrowia przypominała pod tym względem raczej patchwork niż spójną całość. Kto z nas próbował otrzymać wydruk pełnej historii leczenia, ten wie, że czasem łatwiej wygrać w totolotka niż uzyskać wszystkie dane w jednym miejscu.

    AI w natarciu – czy nadchodzi era mądrego zarządzania zdrowiem?

    Od kiedy AI zadomowiło się w codziennej pracy lekarzy i pacjentów, wiele się zmieniło. Kiedy wyobrażam sobie, jak bardzo generatywna sztuczna inteligencja może poprawić komfort pacjenta, to – jako osoba, która przeszła przez niejedno wdrożenie rozwiązań w medycynie – widzę realne szanse na zmiany.

    Modele językowe, zwłaszcza te pokroju ChatGPT, są już szeroko wykorzystywane do:

  • wyszukiwania objawów chorób i tłumaczenia niezrozumiałych nazw schorzeń,
  • analizowania wyników badań (oczywiście z zachowaniem granic, które stawia etyka lekarska),
  • odpowiadania na podstawowe pytania dotyczące zdrowia czy farmakoterapii.
  • Wielu z nas, nawet nie zastanawiając się dłużej, korzysta z pomocy wirtualnych asystentów, wpisując do nich pytania o swoją kondycję. Oczywiście, AI nie zastąpi porady lekarza, jednak potrafi podać w przystępnej formie informacje, których normalnie musielibyśmy szukać godzinami.

    Co na to inwestorzy i specjaliści?

    Inwestorzy z Doliny Krzemowej coraz głośniej mówią, że OpenAI ma potencjał do rozwiązywania problemów, które dotąd były dla technologicznych gigantów nie do przeskoczenia. Pomocą w tym może być zasięg narzędzi, takich jak ChatGPT – ponad 800 milionów aktywnych użytkowników tygodniowo potrafi zrobić wrażenie nawet na najbardziej sceptycznych obserwatorach rynku.

    Osoby takie jak Jennifer Yoo (specjalistka ds. regulacji opieki zdrowotnej), podkreślają wagę dostosowania AI do ochrony prywatności danych oraz, co oczywiste, do podniesienia komfortu życia pacjentów. Niby oczywiste, a jednak łatwo się o to potknąć.

    Perspektywy wdrożenia osobistej dokumentacji zdrowotnej w Polsce

    Przenosząc te światowe trendy na naszą polską rzeczywistość, pojawia się pytanie: czy jesteśmy gotowi na cyfrową rewolucję w zdrowiu? Jako praktyk biznesowy z doświadczeniem w automatyzacjach mam wrażenie, że Polacy coraz chętniej korzystają z nowych technologii, pod warunkiem że rozwiązania faktycznie niosą za sobą wygodę i bezpieczeństwo.

    Z naszej perspektywy, kluczowe pozostają trzy filary:

  • ochrona wrażliwych danych (RODO, bezpieczeństwo systemów IT),
  • współpraca między sektorem publicznym a technologicznym,
  • przejrzystość regulacji i prostota dla użytkownika końcowego.
  • Można się spodziewać, że wprowadzenie asystenta zdrowotnego czy agregatora dokumentacji medycznej opartego o OpenAI nie przejdzie bez burzy dyskusji – szczególnie w kręgach lekarzy, administratorów szpitali czy urzędników odpowiedzialnych za cyfryzację zdrowia.

    Przykłady możliwych wdrożeń w Polsce

    Bazując na naszych doświadczeniach z automatyzacją procesów w placówkach ochrony zdrowia, mogę wskazać kilka scenariuszy, które rzeczywiście mają szansę zadziałać w polskich realiach:

  • Integracja OpenAI z systemem P1 oraz lokalnymi bazami danych szpitalnych w celu automatycznego wyciągania najważniejszych informacji dla pacjenta (np. wyniki badań laboratoryjnych, historia szczepień).
  • Połączenie OpenAI z istniejącymi już aplikacjami zdrowotnymi (np. MojeIKP), co pozwoliłoby na stworzenie „inteligentnej warstwy” doradczej nad oficjalnymi danymi medycznymi.
  • Wdrożenie rozwiązań AI dla placówek POZ, które pozwolą na automatyzację wywiadów chorobowych oraz bardziej inteligentne przypomnienia o terminach badań czy szczepień.
  • Nie jestem naiwny – wiem, że wdrożenie podobnych rozwiązań wymaga o wiele więcej pracy niż tylko kliknięcia myszką, ale pierwsze jaskółki już się pojawiają.

    Najważniejsze wyzwania – dlaczego to wciąż nie takie proste?

    Chociaż brzmi to jak typowe narzekanie („a bo w Polsce to się nie da…”), realia są, jakie są. Kiedy rozmawiam z lekarzami, administratorami czy zwykłymi pacjentami, wszyscy podkreślają podobne trudności. Wspomnę tu o kilku, które według mnie są najbardziej palące:

    1. Rozproszenie danych i trudności z ich standaryzacją
    Wyobraź sobie, że pacjent od 20 lat leczy się w różnych miejscach – od małego wiejskiego ośrodka, przez szpitale miejskie, po prywatne gabinety w dużym mieście. Każda placówka korzysta z innego systemu IT, zapisuje dane w odmiennych formatach, a czasem część dokumentów nadal mama trzyma w teczce na dnie szafy. Zsynchronizowanie tego wszystkiego to… istny galimatias.

    2. Strach o bezpieczeństwo danych
    Nie ma co ukrywać, że informacje o zdrowiu należą do najwrażliwszych kategorii. Polacy, słusznie zresztą, panicznie boją się wycieków, włamań czy nieuprawnionego przetwarzania. Każda firma technologiczna, która chce zdobyć zaufanie pacjentów, musi udowodnić, że jest w stanie rzeczywiście chronić poufność tych danych. RODO to tu punkt wyjścia.

    3. Zawiłości prawne i administracyjne
    System legislacyjny związany ze zdrowiem potrafi przytłoczyć niejednego prawnika (a co dopiero startupy z branży healthtech). Nawet najlepsze rozwiązania, jeżeli nie zostaną zatwierdzone przez decydentów, nie zobaczą światła dziennego.

    4. Brak nawyku cyfrowego zarządzania zdrowiem
    Starsze pokolenia wciąż podchodzą z dystansem do elektronicznych aplikacji. No cóż – nie każdy czuje się jak ryba w wodzie, przeglądając wyniki badań na smartfonie. Do tego potrzeba jeszcze kilku lat oswajania z nowościami i solidnej edukacji.

    OpenAI – czy faktycznie da się pogodzić polską specyfikę ze światowym trendem?

    Nie mam złudzeń, że wdrożenie asystenta zdrowotnego opartego na OpenAI, który gromadziłby całą dokumentację medyczną Polaka w jednym miejscu, napotka swoje przeszkody. Z drugiej strony – przecież w Polsce już teraz coraz więcej osób chętnie korzysta z aplikacji do liczenia kroków, mierzenia snu czy zamawiania e-recept cyfrowych.

    Gdyby udało się połączyć:

  • wysoki poziom ochrony prywatności (zgodność z polskimi i europejskimi normami w zakresie danych medycznych),
  • dobre, intuicyjne wdrożenie (prostota obsługi, niezależnie od wieku i umiejętności cyfrowych),
  • kompatybilność z już istniejącymi systemami (P1, Moje IKP, placówki POZ),
  • stałą edukację użytkowników – zwłaszcza osób starszych,
  • to Polska mogłaby wskoczyć do czołówki krajów korzystających z mądrych narzędzi zarządzania własnym zdrowiem.

    Jakie technologie mogą wspierać takie wdrożenia?

    Na tym etapie doświadczenia i przemyślenia zespołu Marketing-Ekspercki szczególnie cenne są automatyzacje, które pomagają:

  • przetwarzać dużą liczbę danych z rozproszonych źródeł,
  • porządkować różne formaty dokumentacji (OCR, standaryzacja metadanych),
  • budować interfejsy, które w jasny i zwięzły sposób prezentują konkretne informacje (np. historia szczepień, leki na receptę, nadchodzące wizyty),
  • zapewniać wielopoziomową autoryzację i kontrolę dostępu (np. dwustopniowe logowanie, dostęp dla lekarza wyłącznie na określony czas).
  • Narzędzia typu make.com czy n8n są tu naprawdę bezcenne – szczególnie przy integracji danych z różnych źródeł, synchronizacji pomiędzy systemami i automatycznym przekazywaniu danych tam, gdzie są naprawdę potrzebne.

    Co na to użytkownicy? Wyzwania kulturowe i społeczne

    Nie samą technologią człowiek żyje. O ile entuzjaści nowinek z obszaru AI mogą już zacierać ręce, o tyle zwykli pacjenci mają mnóstwo obaw. Jedną z najczęściej powtarzających się kwestii w rozmowach jest: „A kto będzie miał dostęp do mojej dokumentacji? Czy AI jest w stanie mnie naprawdę zrozumieć?”. Ta niepewność nie jest bezpodstawna.

    W polskim społeczeństwie funkcjonuje jeszcze przekonanie, że „lepiej mieć kopię papierową”, bo „coś zawsze w tym komputerze padnie”, a „w szpitalu i tak na Ciebie spojrzą podejrzliwie, jak pokażesz smartfona zamiast karty choroby”. Moje doświadczenie podpowiada, że bez solidnej kampanii edukacyjnej i wsparcia personelu lekarskiego wdrożenia AI będą szły jak po grudzie.

    Jak przekonać nieprzekonanych?

    Wydaje mi się, że najskuteczniejsze podejście to:

  • wskazywanie jasnych korzyści – np. łatwiejszy dostęp do historii szczepień przy okazji wakacji za granicą,
  • pokazanie, że rozwiązania AI mogą realnie zaoszczędzić czas przy załatwianiu spraw zdrowotnych (np. automatyczne przypomnienia o badaniach profilaktycznych),
  • zapewnienie pełnej transparentności w zakresie tego, kto ma dostęp do danych i na jakich zasadach,
  • wprowadzenie lokalnych „ambasadorów technologii” – lekarzy i pielęgniarek, którzy wyjaśnią pacjentom możliwości, ale też zagrożenia płynące z korzystania z asystentów zdrowotnych.
  • Moje własne doświadczenia z prowadzenia szkoleń dla personelu medycznego pokazały, że nawet osoby „oporne” na cyfrowe nowinki, jeśli zobaczą konkretne ułatwienia – stopniowo nabierają zaufania.

    Bezpieczeństwo i prywatność – temat rzeka

    Kwestia zabezpieczania danych medycznych to, mówiąc delikatnie, pole minowe. Z jednej strony mamy ogromny nacisk administracji państwowej i UE na ochronę danych, z drugiej – narastający apetyt startupów, ubezpieczycieli i gigantów technologicznych na dostęp do precyzyjnych informacji o zdrowiu ludzi.

    Najważniejsze zasady wdrożeń AI w służbie zdrowia:

  • zgodność z RODO na każdym etapie przetwarzania informacji,
  • jasno zdefiniowane zasady przechowywania i udostępniania danych,
  • mechanizmy szybkiego wycofania zgody przez pacjenta i natychmiastowego usuwania danych,
  • wielopoziomowe szyfrowanie informacji – zarówno „w drodze” (czyli podczas transferu między systemami), jak i „w spoczynku” (zapisane na serwerach),
  • zminimalizowana ilość zbieranych danych (tylko to, co jest rzeczywiście potrzebne do analizy i wsparcia pacjenta).
  • Mam świadomość, że bez spełnienia tych warunków żaden poważny szpital, ośrodek zdrowia, ani nawet mała przychodnia nie zdecyduje się na wdrożenie AI w zarządzaniu dokumentacją zdrowotną na szeroką skalę.

    Przykłady dobrych praktyk z zagranicy

    Warto się też uczyć od najlepszych (albo przynajmniej tych, którzy już się na czymś sparzyli). Przyglądając się wdrożeniom w krajach Europy Zachodniej, widać kilka zgranych elementów:

  • Państwa skandynawskie – postawiły na scentralizowane, publiczne repozytoria zdrowotne, do których dostęp jest ściśle kontrolowany, ale pacjent zawsze wie, kto i kiedy przeglądał jego dokumentację.
  • Niemcy – wyraźnie oddzielają dane zbierane przez firmy prywatne od publicznych rejestrów zdrowotnych; współpraca odbywa się wyłącznie za zgodą użytkownika i z ograniczeniami prawnymi.
  • Wielka Brytania – prowadzi szeroko zakrojoną edukację społeczną dotyczącą zalet i zagrożeń związanych z digitalizacją zdrowia.
  • Jeśli Polska miałaby wzorować się na tych krajach, to AI powinno zostać zastosowane jako partner pomocniczy, a nie jako nadrzędny „władca” zarządzający naszym zdrowiem.

    Komu najbardziej zależy na rozwoju tej dziedziny?

    Nie oszukujmy się, na innowacjach w sektorze zdrowia najbardziej zależy kilku grupom:

    • Pacjentom – zależy im na prostym i szybkim dostępie do wycinka własnej historii medycznej (nie tylko przy składaniu wniosków o kolejny program profilaktyczny, ale też, ot tak, dla własnego spokoju).
    • Lekarzom – trafiając na pacjenta z jasną dokumentacją, mogą szybciej i skuteczniej diagnozować oraz leczyć. To z kolei wpływa na mniejsze kolejki i lepszą jakość opieki.
    • Firmom technologicznym – dla nich sektor zdrowia to „żyła złota”: ilość danych i możliwości rozwoju narzędzi AI jest tutaj niemal nieograniczona.
    • Systemowi opieki zdrowotnej – każda automatyzacja czy ułatwienie to szansa na oszczędność czasu i pieniędzy, które system może przeznaczyć na opiekę nad najbardziej potrzebującymi.

    Osobiście najbardziej kibicuję pacjentom, bo to oni jak dotąd byli największymi poszkodowanymi przez brak jednolitych systemów dokumentacji. Co ciekawe, widać już ruchy ze strony młodszego pokolenia – Polacy w wieku 20-40 lat coraz chętniej przechowują swoje dane medyczne w aplikacjach, nie czując potrzeby przywiązania do papierowych kartotek.

    Rola OpenAI – co możemy zyskać?

    Z moich obserwacji wynika, że wejście OpenAI na rynek zdrowotny to dla pacjenta przede wszystkim:

  • Przyspieszenie procesu uzyskiwania informacji na temat własnego zdrowia.
  • Zwiększenie dostępności usług zdrowotnych (np. poprzez automatyczną analizę wyników badań, generowanie podsumowań historii leczenia czy przypomnienia o terminach szczepień).
  • Możliwość prowadzenia konwersacji dotyczących zdrowia w języku potocznym, bez konieczności znajomości żargonu medycznego.
  • Lepsze wykorzystanie danych z różnych źródeł – od aplikacji fitness, przez domowe glukometry, aż po elektroniczną kartę pacjenta.
  • Z drugiej strony, polskie szpitale mogłyby nareszcie uporać się z wiecznym problemem rozproszenia dokumentacji – nie byłoby już sytuacji, w których pacjent godzinami czeka na skompletowanie swoich wyników przed operacją czy dłuższym leczeniem.

    Przykładowy scenariusz: jak AI może realnie pomóc pacjentowi?

    Wyobraź sobie, że otrzymujesz na telefon powiadomienie: „Hej, nadchodzi termin kolejnego szczepienia przeciw grypie. Czy chcesz, by automatyczny asystent umówił Cię na wizytę? Dla przypomnienia: Twój poziom cukru we krwi mieści się w normie, ale za 2 miesiące zalecane jest badanie kontrolne. Zgromadziliśmy dla Ciebie podsumowanie wszystkich wyników z ostatniego półrocza”.

    Dla mnie – jako fana automatyzacji – brzmi to jak czysta wygoda. Oczywiście, kluczowe będzie zapewnienie użytkownikowi możliwości pełnej kontroli: „chcę/nie chcę, żeby asystent miał dostęp do moich danych”, oraz jasny mechanizm cofania zgód i zarządzania informacjami. Tylko wtedy zaufanie pacjentów będzie mogło choć trochę dorównać temu, które mają wobec własnego lekarza.

    Przyszłość według Marketing-Ekspercki – dokąd zmierzamy?

    Patrząc szerzej, dla polskiego rynku zdrowotnego nadchodzące lata będą pełne napięcia (bo każda zmiana budzi opór), ale i nadziei na lepsze jutro. Automatyzacje bazujące na AI, integracje różnych danych i szeroko pojęta cyfryzacja to nie jakaś fanaberia, lecz konieczność – jeśli chcemy poprawiać jakość życia, skracać kolejki i sprawiać, że polski pacjent poczuje się w pełni zaopiekowany.

    Jako firma wspierająca wdrożenia AI i automatyzacji w organizacjach – jesteśmy na co dzień świadkami przełomowych zmian, ale też tysięcy drobnych walk o dostęp do właściwych informacji czy uproszczenie codziennych procesów. Wiem, że „nie od razu Kraków zbudowano”, ale z każdym kolejnym wdrożeniem widzę, że najbardziej oporni użytkownicy zaczynają dostrzegać korzyści.

    Pamiętajmy: NIE chodzi tylko o fajną aplikację na telefon, ale o cały ekosystem rozwiązań, które mogą sprawić, że polska ochrona zdrowia „wyjdzie na swoje” – szybciej, sprawniej, bez niepotrzebnych papierów.

    Najważniejsze rekomendacje dla polskiego rynku zdrowotnego

    Kończąc moje rozważania, chciałbym zebrać w punktach to, co z doświadczenia i licznych spotkań z branżą wyłania się jako minimum, które musi się wydarzyć, aby AI i nowoczesna dokumentacja zdrowotna dały Polakom realną wartość:

    • Edukacja społeczeństwa – zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego, w zakresie korzystania z AI i zarządzania danymi zdrowotnymi.
    • Pełna transparentność – jasne komunikowanie zasad udostępniania, przechowywania i usuwania danych.
    • Bezpieczeństwo technologiczne – wdrażanie narzędzi opartych o najwyższe standardy ochrony danych (szyfrowanie, monitorowanie dostępu, audyt bezpieczeństwa).
    • Współpraca między sektorem publicznym a prywatnym – tylko spójne podejście i jasny podział ról pozwoli wdrożyć system na szeroką skalę.
    • Otwartość na innowacje – zamiast bać się zmian, warto stopniowo wdrażać nowości tam, gdzie mogą przynieść największe korzyści (pilotaże w wybranych placówkach, testy z wybraną grupą pacjentów).
    • Możliwość wycofania zgody przez użytkownika – fundamentalny warunek, bez którego zaufania społeczeństwa nie będzie.

    Ja – jako przedstawiciel branży i osoba, która od lat stawia na automatyzacje w biznesie – deklaruję gotowość do dzielenia się wiedzą i pomagania tam, gdzie AI może działać na rzecz lepszej, mądrzejszej opieki zdrowotnej.

    Podsumowanie: ostrożny optymizm i gotowość na przyszłość

    Nie ma wątpliwości – polska ochrona zdrowia czeka na powiew świeżości, a sztuczna inteligencja, z OpenAI na czele, wydaje się być narzędziem, które może dać impuls do realnej poprawy. Wiem, że nie rozwiąże wszystkich problemów od ręki, ale dobrze przeprowadzone wdrożenia są w stanie przynieść wymierne korzyści zarówno pacjentowi, lekarzowi, jak i całemu systemowi.

    W naszym kraju lubimy narzekać, a jednocześnie – gdy widzimy, że coś naprawdę ułatwia życie – przyjmujemy to z entuzjazmem. Osobista dokumentacja zdrowotna oparta o AI może być takim właśnie rozwiązaniem: narzędziem, które wprowadzi polską medycynę w nową epokę, ale tylko pod warunkiem, że zostanie zaprojektowane z głową, empatią i szacunkiem dla naszej lokalnej specyfiki.

    Mam nadzieję, że już za kilka lat tym, co będę mógł z dumą powiedzieć o naszych wdrożeniach, będzie nie tyle technologia sama w sobie, co efekt, jaki przynosi ona zwykłemu Kowalskiemu – lepsze zdrowie, spokój ducha i kontrola nad własną historią medyczną. A tymczasem – „do odważnych świat należy”, więc czas działać!

    Źródło: https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/openai-wchodzi-na-rynek-opieki-zdrowotnej-chce-stworzyc-aplikacje/17sbsjc

    Zostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Przewijanie do góry