Luka między możliwościami AI a jej codziennym wykorzystaniem w 2026
Wyobraź sobie, że masz w firmie świetne narzędzie. Takie, które naprawdę potrafi robić rzeczy, za które jeszcze niedawno płaciło się agencji, analitykowi i asystentce w jednym. A mimo to… używasz go głównie do pisania maili i streszczania PDF-ów. Ja widzę to regularnie, kiedy rozmawiam z właścicielami firm, handlowcami czy marketerami: potencjał jest, chęci są, a efekty często pozostają „tak sobie”.
OpenAI nazwało ten stan wprost: capability overhang – zbyt duża luka między tym, co modele już potrafią, a tym, co większość ludzi realnie z nimi robi. I poszło krok dalej: prognoza na 2026 mówi, że postęp w stronę AGI będzie zależeć nie tylko od nowych modeli, ale w podobnym stopniu od tego, czy nauczymy się wdrażać AI tak, by faktycznie poprawiała życie i wyniki pracy – szczególnie w ochronie zdrowia, biznesie i codziennych sprawach.
Ja się pod tym podpisuję, bo w praktyce „nowy model” rzadko rozwiązuje problem sam z siebie. Zwykle wygrywa ten, kto potrafi przełożyć AI na proces, na nawyk, na proste działania w zespole. Ty też możesz być po tej stronie.
Capability overhang, czyli dlaczego AI potrafi więcej, niż z niej wyciskamy
Capability overhang brzmi jak termin z akademickiego świata, ale opisuje coś bardzo przyziemnego. Modele językowe potrafią dziś:
– analizować teksty i dane,
– generować treści na różne kanały,
– wspierać obsługę klienta,
– robić research i porządkować wiedzę,
– pomagać w tworzeniu ofert, skryptów sprzedażowych i materiałów szkoleniowych,
– a coraz częściej: działać w układzie „agentowym”, czyli wykonywać zadania w kilku krokach, z częściową autonomią, na podstawie celu.
Tylko że w większości firm wykorzystanie kończy się na „asystencie do tekstów”. I nie mówię tego z wyższością. Ja też kilka razy złapałem się na tym, że używam AI jak lepszego Notatnika, bo „nie było czasu” poukładać procesu. A potem okazuje się, że to właśnie proces daje zwrot.
Skąd bierze się ta luka
Najczęściej widzę pięć przyczyn:
- Brak przełożenia możliwości na konkretne role – ktoś słyszał, że AI „robi marketing”, ale nikt nie rozpisał: co dokładnie robi marketer, co handlowiec, co obsługa klienta, a co AI.
- Brak danych i porządku – AI nie czaruje. Jeśli CRM jest pusty, a wiedza siedzi w głowach ludzi, to AI ma z czego ugotować co najwyżej zupę z gwoździa.
- Strach przed błędem i odpowiedzialnością – „jak AI się pomyli, to kto odpowiada?”. To rozsądna obawa, tylko że da się ją ogarnąć procedurą i kontrolą jakości.
- Brak powtarzalnych scenariuszy – jednorazowe użycie daje jednorazowy efekt. Zyski pojawiają się dopiero przy automatyzacji i stałych rytuałach pracy.
- Brak umiejętności „rozmowy” z AI – nie chodzi o sztuczki promptowania, tylko o jasne stawianie celów, dostarczanie kontekstu i ocenę jakości.
Jeśli mam być szczery: największą różnicę robi nie to, czy ktoś ma dostęp do „lepszego modelu”, tylko czy ma uporządkowane zadania, dane i odpowiedzialności. Wtedy AI staje się narzędziem pracy, a nie ciekawostką.
Dlaczego 2026 ma być rokiem zamykania luki wdrożeniowej
Prognoza OpenAI (z końcówki 2025) stawia sprawę jasno: 2026 będzie równolegle o badaniach nad modelami oraz o domknięciu luki wdrożeniowej. I to ma sens, bo wyścig o „najlepszy model” trwa, ale w realnym świecie liczy się jeszcze coś innego: czy zwykły człowiek i zwykła firma potrafią z tego skorzystać.
Ja to widzę tak: jeśli modele rosną w możliwości szybciej, niż rośnie umiejętność ich używania, to powstaje napięcie. A napięcie albo rozładuje się postępem wdrożeń, albo frustracją: „AI miała pomóc, a tylko miesza”.
Co w praktyce znaczy „zamknąć deployment gap”
To nie jest jeden projekt typu „wdrażamy AI”. To jest seria zmian:
- Lepsze narzędzia pracy – AI bliżej procesów, a nie jako osobna aplikacja obok.
- Lepsze instrukcje i standardy – jak oceniamy odpowiedzi, kiedy wymagamy weryfikacji, jak logujemy użycie.
- Lepsze interfejsy – mniej „czatu”, więcej gotowych paneli, agentów, formularzy, które prowadzą użytkownika.
- Lepsza integracja z systemami – CRM, helpdesk, kalendarze, bazy wiedzy, arkusze, systemy fakturowe.
- Realne korzyści dla ludzi – oszczędność czasu, mniej chaosu, mniej powtórek, szybsze decyzje.
I tu dochodzimy do sedna: narzędzia typu make.com i n8n świetnie pasują do tej układanki, bo pozwalają „spiąć” AI z firmową codziennością. Ja po prostu widzę, że dopiero integracja robi robotę.
Najważniejsze obszary, gdzie ta luka boli najbardziej
OpenAI wskazało trzy przestrzenie: ochrona zdrowia, biznes i codzienne życie. Ja dorzuciłbym jeszcze edukację, ale trzy wymienione obszary to i tak ogromny temat.
Ochrona zdrowia: dużo danych, mało rąk do pracy
W zdrowiu problem zwykle nie polega na braku informacji. Częściej brakuje czasu i ludzi: personel medyczny ma kolejki, dokumentację, telefony, pacjentów i jeszcze raportowanie.
AI może pomagać w zadaniach, które nie wymagają podejmowania decyzji klinicznej „w ciemno”, tylko usprawniają pracę:
- porządkowanie dokumentacji (np. streszczenia wizyt, przygotowanie zaleceń w zrozumiałym języku),
- triage administracyjny (kierowanie zgłoszeń do właściwych ścieżek),
- wsparcie pacjenta w domu (przypomnienia, edukacja, planowanie badań),
- analiza zgodności procedur i opisów.
Oczywiście ja nie namawiam do tego, by AI „diagnozowała” bez nadzoru. Natomiast da się zaprojektować system tak, żeby AI przyspieszała, a człowiek zatwierdzał. W praktyce to często jedyny rozsądny kierunek: lekarz podejmuje decyzję, a AI usuwa nadmiar biurokracji.
Biznes: tu wygrywa ten, kto przełoży AI na proces sprzedaży i marketingu
W firmach, z którymi pracujemy, najczęściej zaczynam od prostego ćwiczenia: spisujemy powtarzalne rzeczy, które zjadają czas. I nagle wychodzi lista:
- przeklejanie leadów między formularzem a CRM,
- follow-upy do klientów,
- kategoryzacja zapytań,
- tworzenie ofert „na szybko”,
- podsumowania spotkań,
- sprawdzanie statusów i przypominanie,
- marketingowe „drobiazgi”: opisy, posty, poprawki, warianty.
I teraz ważne: AI sama w sobie często da tylko pół efektu. Dopiero gdy połączysz ją z automatyzacją (make.com, n8n), dostajesz system, który działa powtarzalnie. Wtedy AI nie jest „pomocnikiem od pisania”, tylko elementem procesu, który dowozi wynik.
Codzienne życie: od ciekawostki do asystenta spraw
W prywatnym życiu też widać overhang. Ludzie wiedzą, że AI „coś potrafi”, ale używają jej sporadycznie. A przecież można ją sensownie włączyć w:
- planowanie tygodnia i posiłków,
- porządkowanie finansów domowych (na podstawie eksportów z banku),
- naukę języka, pisanie pism, ogarnianie urzędowych tematów,
- pomoc w opiece nad bliskimi (np. checklisty, przypomnienia, organizacja).
Tu też wraca jeden motyw: dopóki AI jest „czatem”, jest fajna, ale nie zmienia życia. Zmienia je dopiero wtedy, gdy wspiera nawyk: przypomina, porządkuje, przygotowuje, podpowiada kolejne kroki.
Co konkretnie domyka lukę: 7 praktycznych kierunków na 2026
Poniżej masz kierunki, które moim zdaniem realnie będą rosły, bo uderzają dokładnie w problem „AI potrafi, ale nie używamy”.
1) Agenci i scenariusze wieloetapowe zamiast pojedynczych promptów
W firmach często widzę taką drogę dojrzewania:
najpierw: „napisz mi post”,
potem: „napisz mi post w stylu naszej marki”,
następnie: „napisz mi post na podstawie briefu i danych”,
a na końcu: „weź dane, przygotuj wersje A/B, zaproponuj grafiki, zaplanuj publikację, a ja zatwierdzę”.
To ostatnie podejście przypomina pracę „agentową”: AI robi serię kroków, a ty dajesz cel i kontrolujesz wynik. I tak, to wymaga poukładania wejść: bazy wiedzy, przykładów, zasad komunikacji.
2) AI wpięta w narzędzia pracy
Jeśli Twoi ludzie muszą kopiować rzeczy między oknami, to system będzie kulał. Integracje robią różnicę, np.:
- formularz na stronie → kwalifikacja → CRM → zadanie handlowca,
- mail od klienta → klasyfikacja → etykieta → propozycja odpowiedzi,
- spotkanie → transkrypcja → podsumowanie → checklisty → follow-up.
W make.com i n8n da się to poukładać bez pisania dużego systemu od zera. Ja lubię ten etap, bo on daje szybkie „wyjście na swoje”: ludzie widzą, że nagle nie muszą pamiętać o wszystkim.
3) Standardy jakości i prosta weryfikacja zamiast wiary „na słowo”
Największa pułapka to traktowanie AI jak wyroczni. Lepiej podejść do tego jak do stażysty: może pomóc, ale sprawdzasz.
W praktyce pomaga prosty zestaw reguł:
- zawsze podawaj źródła (jeśli AI robi research),
- oddziel fakty od interpretacji (np. w podsumowaniach),
- stosuj checklisty dla treści i ofert (czy są ceny, warunki, terminy, CTA),
- loguj użycie w krytycznych procesach (zwłaszcza, gdy w grę wchodzą dane klientów).
To nie musi być ciężkie i „korporacyjne”. Wystarczy, że działa.
4) Uporządkowanie danych jak fundament
To nudne, ale prawdziwe: AI lubi porządek. Jeśli chcesz, żeby w sprzedaży i marketingu działy się fajne rzeczy, uzupełnij podstawy:
- jednolite pola w CRM (źródło leada, etap, branża, wartość),
- nazewnictwo ofert i usług,
- baza case studies, referencji i przykładów,
- baza FAQ i obiekcji handlowych.
Ja często mówię: najpierw „szufladki”, potem „asystent”. Inaczej asystent będzie szukał skarpetek w Twojej piwnicy.
5) Szkolenie ludzi z użycia AI w ich pracy, a nie „szkolenie z AI”
Najlepsze wdrożenia, jakie widziałem, nie zaczynały się od wykładu o modelach. Zaczynały się od pytań:
- „co cię najbardziej męczy w pracy?”
- „co powtarzasz 20 razy w tygodniu?”
- „gdzie najczęściej coś przepada?”
Dopiero potem dobierasz AI, automatyzację i zasady. Wtedy ludzie nie czują, że „AI jest narzucona”, tylko że im pomaga.
6) Bezpieczeństwo i dostęp: AI tak, ale z rozsądkiem
W biznesie temat danych wraca jak bumerang. I słusznie. Warto ustalić:
- jakie dane wolno wklejać do narzędzi AI, a jakich nie,
- kto ma dostęp do automatyzacji i kluczy API,
- jak anonimizujesz dane klienta,
- jak archiwizujesz i audytujesz procesy.
To brzmi „poważnie”, ale serio: nie chcesz uczyć się tego na błędzie. Lepiej zrobić prostą politykę i ją egzekwować.
7) Interfejsy i „produkty wewnętrzne” zamiast improwizacji
Gdy AI ma działać codziennie, ludzie muszą mieć wygodny punkt wejścia: formularz, przycisk, prosty panel. Jeśli każesz im pisać długie prompty, to wrócą do starych przyzwyczajeń po tygodniu, bo życie.
W firmach często projektuję z klientami małe „produkty wewnętrzne”, np.:
– Generator oferty (z szablonu, z CRM, z biblioteki usług),
– Asystent obsługi klienta (podpowiedzi odpowiedzi + linki do bazy wiedzy),
– Asystent marketingu (plan treści + warianty + checklista publikacji).
To są proste rzeczy, ale robią wielką różnicę.
Jak Ty możesz zamknąć tę lukę w swojej firmie: plan na 30 dni
Zostawię Ci plan, który sam stosuję jako punkt startu. On nie wymaga wielkiego budżetu, tylko konsekwencji.
Tydzień 1: audyt zadań i „miejsc bólu”
- Spisz 30 powtarzalnych działań w marketingu, sprzedaży i obsłudze.
- Oceń je w skali 1–5: czasochłonność i ryzyko błędu.
- Wybierz 3 procesy o największym sensie biznesowym.
Tydzień 2: porządek w danych i materiałach
- Uzupełnij braki w CRM (minimum: etap, źródło, notatki).
- Zbierz szablony: oferty, maile, FAQ, obiekcje.
- Spisz zasady komunikacji marki w 10 punktach.
Tydzień 3: pierwsze automatyzacje (make.com / n8n)
Wybierz coś prostego, ale bolesnego, np.:
- lead z formularza → CRM → przypisanie właściciela → mail potwierdzający,
- zapytanie z maila → tagowanie → propozycja odpowiedzi → zadanie do akceptacji,
- notatka ze spotkania → podsumowanie → follow-up → wpis do CRM.
Ja zwykle pilnuję jednego: nie automatyzuję chaosu. Najpierw proces ma być jasny choćby w 80%, dopiero potem go spinam.
Tydzień 4: standardy i wdrożenie nawyku
- Ustal checklistę jakości (np. dla ofert i odpowiedzi do klienta).
- Wprowadź prosty rytuał: 15 minut dziennie na pracę z AI w konkretnym zadaniu.
- Zbieraj feedback od zespołu i poprawiaj scenariusze.
Jeśli zrobisz to uczciwie, to po miesiącu zobaczysz, czy AI faktycznie skraca czas i zmniejsza liczbę „wrzutek”. A jak zobaczysz, to sam będziesz chcieć więcej.
Przykłady wdrożeń, które naprawdę mają sens (marketing, sprzedaż, obsługa)
Poniżej kilka sprawdzonych schematów. Niektóre brzmią prosto, ale właśnie o to chodzi: proste rzeczy robią wynik, bo dzieją się codziennie.
Marketing: pipeline treści z kontrolą jakości
- AI tworzy konspekt na podstawie tematu i persony.
- AI przygotowuje 3 wersje nagłówków i leadów.
- AI dopasowuje format: wpis, newsletter, LinkedIn.
- Ty zatwierdzasz i dopiero wtedy idzie publikacja.
Sprzedaż: przygotowanie do rozmowy i oferta „w godzinę, nie w dzień”
- AI streszcza historię kontaktu z CRM.
- AI wyciąga potrzeby i ryzyka z notatek.
- AI proponuje strukturę oferty i argumenty pod branżę.
- Handlowiec dopasowuje liczby i warunki, a system składa PDF/treść maila.
Obsługa klienta: szybsze odpowiedzi bez utraty stylu
- AI klasyfikuje zgłoszenia (np. płatności, techniczne, reklamacje).
- AI proponuje odpowiedź w stylu firmy, z linkami do bazy wiedzy.
- Konsultant zatwierdza, edytuje i wysyła.
To jest praktyczny balans: AI przyspiesza, człowiek kontroluje.
Ryzyka i pułapki: gdzie firmy najczęściej się wykładają
Nie ma róży bez kolców. I lepiej o tym mówić wprost, bo inaczej człowiek się sparzy i przestaje ufać całemu tematowi.
„Zrobimy AI, a proces sam się ułoży”
Nie ułoży się. AI potrafi wypełniać luki, ale nie zastąpi decyzji: kto odpowiada, co jest standardem, jak mierzymy sukces.
Brak mierników
Jeśli nie mierzysz czasu odpowiedzi, liczby leadów w etapach, konwersji, czasu przygotowania oferty, to nie wiesz, czy AI pomaga. A jak nie wiesz, to zapał siada.
Wrzucanie do AI wszystkiego jak leci
Tu wracamy do bezpieczeństwa. Dane klientów, poufne warunki handlowe, wrażliwe dokumenty – to wymaga zasad. Lepiej mieć proste reguły i spać spokojniej.
Przerost formy nad treścią
Czasem ktoś buduje wielki „system AI”, a potem okazuje się, że miał do zautomatyzowania 3 maile i 2 raporty. Ja wolę podejście: małe kroki, szybkie efekty, iteracja.
Co to oznacza dla Ciebie w 2026: kompetencje, które dadzą przewagę
Jeśli miałbym wskazać kompetencje, które realnie domkną lukę między możliwościami a użyciem, to postawiłbym na trzy obszary.
1) Projektowanie procesów i scenariuszy
Nie musisz być programistą. Wystarczy, że potrafisz rozpisać:
wejście → kroki → odpowiedzialność → wynik → kontrola jakości.
2) Praca na danych i higiena informacji
Kto ma porządek w CRM i bazie wiedzy, ten wygrywa. To trochę jak w kuchni: dobry składnik robi różnicę, choćby przepis był prosty.
3) Krytyczne myślenie i weryfikacja
AI potrafi brzmieć pewnie nawet wtedy, gdy się myli. Ty musisz umieć ocenić, kiedy odpowiedź ma sens, a kiedy wymaga sprawdzenia. To nie jest „walka z AI”. To jest normalna odpowiedzialność.
Jak my w Marketing-Ekspercki podchodzimy do domykania tej luki
U nas w firmie trzymamy się zasady: AI ma pomagać w wynikach, a nie robić pokaz. Dlatego najczęściej zaczynamy od warsztatu procesowego, potem budujemy małe automatyzacje w make.com lub n8n, a dopiero później dokładamy bardziej zaawansowane elementy.
Ja lubię, gdy klient już po pierwszych 2–3 tygodniach widzi namacalny efekt, np.:
– szybszy follow-up,
– mniej chaosu w leadach,
– krótszy czas przygotowania ofert,
– spójniejszą komunikację.
Wtedy AI przestaje być „modą”, a staje się narzędziem. A to właśnie domyka capability overhang w praktyce.
Wnioski na 2026: mniej magii, więcej wdrożeń
2026 zapowiada się jako rok, w którym różnica między firmami nie będzie polegała wyłącznie na tym, kto „ma AI”. Prawie każdy będzie miał. Różnica wyjdzie w tym, kto:
– potrafi przełożyć AI na codzienne działania,
– ma dane i procesy,
– umie kontrolować jakość,
– i konsekwentnie rozwija wdrożenia krok po kroku.
Ja trzymam za Ciebie kciuki, bo to jest gra, w której naprawdę da się wygrać rozsądną pracą, a nie wielkim budżetem. Jeśli chcesz, możesz zacząć od jednego procesu i jednej automatyzacji. Potem dołożysz następne. I nagle się okaże, że luka między możliwościami AI a Twoim użyciem… zrobiła się dużo mniejsza.
Źródło: https://x.com/OpenAI/status/2003594025098785145

