AI na luzie czyli jak Sora tworzy zabawne wpadki wideo
Sora – gdy sztuczna inteligencja dostaje poczucie humoru
W świecie technologii, gdzie każdy dzień przynosi newsy o coraz bardziej „poważnych” zastosowaniach AI, pozwól mi na odrobinę luzu. Ostatnimi czasy, przeglądając media społecznościowe, natknąłem się na kolejny internetowy żarcik: „Found the bloopers. Just kidding, we made them with Sora.”. Z miejsca poczułem, że oto AI nie tylko łamie kolejne schematy, ale nie obejdzie się już bez dystansu i zabawy.
Sora nie jest kolejnym bezdusznym narzędziem dla informatyków. Z mojego doświadczenia oraz z rozmów z klientami i znajomymi z branży wynika, że staje się coraz popularniejszym wyborem tam, gdzie – nazwijmy to po polsku – trzeba rozruszać atmosferę, wnieść nieco żartu i pokazać ludzkie oblicze technologii. Przewijając się przez te wpadki, czuję po prostu ulgę – sztuczna inteligencja wreszcie ma do siebie dystans i potrafi rozbawić nawet największego sceptyka.
Sztuczna inteligencja na luzie
Mam taki nawyk: testuję nowinki ze świata marketingu i automatyzacji zanim polecę je klientowi. Tym razem padło na Sora – system AI zaprojektowany do generowania filmów, który dosłownie wpuścił mnie w maliny już od pierwszego kliknięcia „play”. Widzisz tam ludzi pogubionych na scenie, zwierzaki zachowujące się jak aktorzy-komicy i bohaterów, których pomyłki wyglądają jak wyciągnięte prosto z archiwów telewizyjnych gagów.
Co tu dużo mówić: nie od dziś wiadomo, że błąd jest siłą napędową dobrego żartu. Sora podbija internet, generując scenki, które – gdyby nie sygnaturka „AI” – z łatwością wzięlibyśmy za kompilację prawdziwych wtop z planu filmowego.
Bloopers sztucznie wyreżyserowane – jak Sora generuje śmiesznostki?
W polskiej rzeczywistości pojęcie „bloopers” już się zadomowiło. Z dzieciństwa pamiętam wieczory z rodzicami przed telewizorem, gdzie po napisach końcowych czasem wyświetlano kompilacje zabawnych wpadek aktorów. Dziś historia zatoczyła koło – tylko zamiast aktorów mamy Sora, która, jakby nie patrzeć, wgryzła się głęboko w popkulturę.
Absurdalny kabaret sztucznej inteligencji
Testując Sora, sam wielokrotnie pękałem ze śmiechu. Oglądasz filmik, gdzie postać gubi się w choreografii, przewraca się o własne nogi lub nagle zaczyna mówić językiem, któremu bliżej do poetyki Szymborskiej niż zwykłej gadki. Przykłady? Proszę bardzo:
- Pan w garniturze próbujący otworzyć drzwi… które zamiast otwierać się, znikają!
- Dwoje sportowców wymieniających się… twarzami w trakcie biegu przez płotki.
- Kotku, zajęty „przemową”, nagle zeskakuje ze stołu, bo komputer dodał mu niepotrzebne skrzydła.
Czyli klasyka abstrakcji, gdzie algorytm gubi się w kontekście i wychodzi z tego prawdziwy kabaret. Najlepsze jest to, że – jak to w życiu – nie wszystko idzie zgodnie z planem. No, powiem Ci szczerze: lepiej już chyba nie można sparodiować rzeczywistość cyfrową!
Błędy na zamówienie i fenomen viralowych wpadek
Nie mam złudzeń – te filmiki z miejsca podbiły serca internautów. Gdy tylko Sora zaczęła masowo produkować wpadki, cała fala fanów zaczęła udostępniać te gagowe scenki. Śmiesznostki AI trafiły na czołówki popularnych kanałów, a pod hashtagiem #Sora2 czy #FunnyAI zaczęły pojawiać się autorskie kompilacje najzabawniejszych momentów.
U mnie na firmowym Slacku nie brakuje takich linków – wbrew pozorom nawet szefostwo docenia świeży humor i dystans do nowoczesnych technologii. Po prostu – bez śmiechu nie da się pracować, zwłaszcza w branży, gdzie często operujemy na poważnych danych i żmudnych analizach.
Dlaczego śmiejemy się z AI-owych wpadek?
Nie ukrywam, długo się nad tym zastanawiałem. Z jednej strony – przecież to „tylko” algorytm. Z drugiej: w tych błędach jest coś tyleż szczerze zabawnego, co niepokojąco… ludzkiego.
Gafy AI jako krzywe zwierciadło naszej rzeczywistości
Te AI-owe wpadki to jak lustro, w którym odbija się nasze własne podejście do nowoczesnych technologii. Kiedyś robot miał być nieomylny, powtarzalny i przezroczysty. Obecnie, gdy algorytm się myli, czujemy ulgę i rozbawienie – bo przecież „nie ma róży bez kolców”. Trzeba przyznać: kiedy sztuczna inteligencja potyka się na własnym progu, nagle staje się bliższa nam samym.
Taki żart z własnej niedoskonałości to typowo polskie podejście do życia – jak coś nie działa, to pośmiejmy się z tego, zamiast biadolić nad losem. Od dziecka uczymy się, że nie zawsze wszystko pójdzie gładko, a wpadka wcale nie musi być końcem świata. Sora wprowadza do nowych technologii właśnie taki swojski klimat.
Z programisty śmieszek, czyli kreatywność ukryta w kodzie
Ktoś mógłby powiedzieć: „przecież to przypadek, tak się wysypał algorytm”. Otóż nie! To celowe działania bazujące na setkach kodów. Z mojej perspektywy programista, który dorzucił do Sora mechanizmy generowania błędów podkręcających humor, zasługuje na brawa. Czasem zazdroszczę takim ludziom wyobraźni – potrafią przekształcić zwykłą analizę danych w istny festiwal oryginalnych pomyłek.
Pozwól, że podrzucę kilka najczęściej pojawiających się motywów AI-owych gagów:
- Powtarzające się ruchy postaci (jak w starych kreskówkach Bolek i Lolek).
- Nagła zmiana pogody z burzy w upał w tej samej scenie – tak, AI czasem zapomina o konsekwencji.
- Bohaterowie mówiący synchronicznie, ale każdym językiem świata na raz.
- Zwierzaki prowadzące samochody lub łapiące frisbee, które nagle zamieniają się w pizzę.
Każda wpadka to majstersztyk zaprojektowany przez ludzi z ogromnym poczuciem humoru.
AI parodiuje i staje się… prawdziwym showmanem
Przez lata spotykałem się z opiniami, że AI to narzędzie do nudnych analiz, automatycznych raportów i „martwych” rozwiązań dla biznesu. Ostatnie miesiące spędziłem na testowaniu Sora na własny użytek – efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.
Kabaret cyfrowy i popkulturowe mrugnięcie okiem
Internetowe kompilacje AI-owych wpadek świetnie wpisują się w polski klimat kabaretu. Mamy tu całą galerię postaci, które robią rzeczy nie do pomyślenia przez zwykłego człowieka. Przykłady, które zapadły mi w pamięć i które nieustannie podsyłają mi znajomi:
- Stoicka ekspedientka z hipermarketu, która podczas kasowania parówek recytuje Słowackiego.
- Pies próbujący prowadzić autobus… i kończący trasę na księżycu.
- Sportowiec, który wygrywa bieg, po czym zaczyna… żonglować własnymi rękami.
- Znane twarze zamieniające się miejscami – klasyczny deepfake, tyle że w wydaniu AI-owego absurdu.
Wszystko podlane sosem ironii i autoironii. Czego chcieć więcej? Wychodzi na to, że AI – jeśli tylko dobrze jej się przyjrzeć i dać trochę swobody – staje się świetnym „artystą kabaretowym”.
Ironia jako język nowych technologii
Pracując w marketingu, widzę wyraźnie, że ironia wraca do łask. Sora nie tylko wyśmiewa siebie, ale przerzuca most między kodem a emocjami odbiorców. Dla ludzi mojej generacji, którzy pamiętają jeszcze „Śmiechu warte”, taka rewolucja humoru staje się wręcz objawieniem.
Nie ukrywam, czasem dostaję pytania: po co w ogóle generować sztuczne wpadki? Odpowiadam, że to trochę jak w żarcie o karpiu po żydowsku – bierzemy coś znanego, lekko przekręcamy i robimy z tego show. Takie treści rozładowują napięcie, zbliżają ludzi i pozwalają podejść do nowoczesnych technologii z większym dystansem.
AI-wpadki w marketingu i biznesie – nowa jakość komunikacji
Jeśli jesteś marketerem, sprzedawcą lub po prostu szukasz świeżych pomysłów na zaangażowanie odbiorców, AI-owe gagowe scenki będą strzałem w dziesiątkę. Od marca do czerwca testowałem takie rozwiązania w kilku kampaniach i… wyniki mówią same za siebie.
Jak AI-owy humor podkręca efekty marketingowe?
Wykorzystanie Sora do produkcji żartobliwych filmików ma kilka wyraźnych zalet:
- Przyciąga uwagę – śmieszne wpadki, nawet jeśli wymyślone, wywołują efekt „wow” i wybijają się z tłumu powtarzalnych treści.
- Buduje sympatię marki – pokazujesz, że potrafisz się śmiać i nie podchodzisz do siebie z przesadną powagą.
- Zwiększa virality – tego typu content aż prosi się o udostępnianie, komentowanie i tworzenie własnych parodii.
- Otwiera nowe pola do zabawy kreatywnej – AI pozwala tworzyć rzeczy, które w tradycyjnej produkcji byłyby zbyt kosztowne lub skomplikowane do zrealizowania.
Moim zdaniem to ciekawy kierunek zwłaszcza dla marek, które chcą być postrzegane jako nowoczesne i otwarte na innowacje, ale przy okazji lubią od czasu do czasu „poluzować krawat”.
Przykłady kampanii z AI-wpadkami
W ubiegłym kwartale miałem okazję pracować przy kilku projektach, w których wykorzystano Sora do celowej „produkcji błędów”. Efekty były zaskakująco dobre, zwłaszcza:
- Kampania produktów AGD, gdzie „AI-testuje” pralkę, która… nagle zaczyna generować bańki mydlane zamiast wody.
- Promocja aplikacji do nauki języków, w której bohaterowie zaczynają nawzajem poprawiać swoje wypowiedzi w sposób kompletnie nieadekwatny do sytuacji.
- Seria postów społecznościowych, gdzie maskotka firmy zamienia się miejscami z szefem i próbuje pracować w jego gabinecie… skutki bywają komiczne!
Reakcje? Bardziej pozytywne niż przypuszczałem, a zaufanie do marki wyraźnie wzrosło – cóż, Polak lubi pośmiać się z tego, co nowe i nieoczywiste.
Bez dystansu nie ma innowacji
W swojej karierze nie raz już przekonałem się, że najskuteczniejszą strategią w komunikacji jest autentyczność. Sora uczy, że nawet AI może być „ludzkie”, a błędy, zamiast zniechęcać, mogą zyskać sympatię odbiorców. Gdybym miał wskazać jednego faworyta ostatnich miesięcy – to właśnie takie AI-owe wpadki robią najwięcej szumu.
Technologia, która bawi – perspektywa użytkownika i twórcy
Chociaż jestem fanem automatyzacji i robotyzacji procesów (w końcu to chleb powszedni w mojej pracy), nigdy nie traktuję narzędzi tylko jako cyfrowych rycerzy od brudnej roboty. Sora nauczyła mnie, że każda, nawet najbardziej zaawansowana technologia, korzysta, gdy pozwolimy sobie na oddech i odrobinę żartu.
Nowe podejście do testowania AI – ironia zamiast frustracji
Zwykle testy AI wyglądają dość sucho – sprawdzamy działanie modeli, porównujemy metryki, denerwujemy się na bugi. A tu – klikam „generuj filmik” i dostaję eksplozję absurdalnych pomyłek, które nie tylko rozbrajają śmiechem, ale pomagają mi lepiej zrozumieć mechanizmy pracy AI.
W moim doświadczeniu programistycznym nic tak nie uczy pokory jak poznawanie własnych ograniczeń – w tym przypadku AI pokazuje, że nawet najbardziej perfekcyjne narzędzie potrafi się chwilami solidnie „zagotować”. Powiem więcej: sam zacząłem czasem celowo wrzucać Sora nietypowe polecenia, by wywołać zabawny efekt. W sam raz, żeby po pracy rozchmurzyć zespół!
Wpadki jako nowy język reklamy i popkultury?
Czy taki trend zdominuje rynek? Trudno powiedzieć, choć mam przeczucie, że zjawisko będzie się rozwijać. Młodsze pokolenia uwielbiają content, gdzie coś się „psuje”, a viralowe „bloopers by AI” cieszą się coraz większym powodzeniem.
Pracując z klientami widzę, że nawet wielkie firmy zaczynają traktować błędy AI jako element strategii komunikacyjnej. Klienci są gotowi wybaczyć drobne potknięcia, jeśli marka odwdzięczy się humorem i dystansem. Czasem wystarczy jedno celowo śmieszne video, by rozmrozić nawet najbardziej opornego odbiorcę.
Przyszłość żartu – czy Sora wyprzedzi kabaret?
Przełom drugiej dekady XXI wieku to czas, kiedy żart powraca do łask także w wersji cyfrowej. Sora znakomicie wpisuje się w ten trend, dowodząc, że humor i technologia mogą iść w parze – a czasami nawet poprowadzić prym.
Granice absurdu w świecie AI
Nie raz już zastanawiałem się, gdzie leży granica akceptowalnego żartu. AI podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej, pozwalając tworzyć sytuacje skrajnie nieprawdopodobne i zupełnie abstrakcyjne. Filmiki z Sora oglądam czasem w gronie znajomych – nierzadko kończy się dyskusją o tym, co jeszcze może zmalować sztuczna inteligencja.
Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat doczekamy się festiwali humoru AI. Zresztą, już teraz pojawiają się kanały wyłącznie poświęcone parodiom komputerowym – a reakcje widzów pokazują, że ten nurt ma spore szanse przebić się do mainstreamu.
AI-owy humor w polskiej rzeczywistości
Polacy od zawsze potrafili wyśmiewać rzeczywistość, tworzyć kabarety i kpić z codzienności. Dlatego Sora tak dobrze przyjmuje się u nas – rozładowuje napięcie, pozwala z dystansem podejść do wyzwań technologicznych i uczy, że nawet komputer najnowszej generacji potrafi się „przejęzyczyć”.
Przekonałem się o tym ostatnio, gdy klient – poważna korporacja branży motoryzacyjnej – poprosił o próbki video z… zamierzonymi AI-owymi wpadkami. Ich pracownicy śmiali się do łez, widząc, jak komputerowy aktor zapomina, po co wszedł na scenę. Efektem była pozytywna atmosfera i większa otwartość na technologie, które wcześniej wzbudzały nieufność.
Podsumowanie – śmiech przez łzy AI
Z całego tego zamieszania wokół Sora i jej wpadek wyniosłem jedno: nie ma innowacji bez odrobiny autentyczności i żartu. Sztuczna inteligencja, która uczy się śmiać, nie tylko zjednuje ludzi, ale buduje mosty między technologią a prawdziwymi emocjami.
Najważniejsze, co możesz zrobić – zarówno jako marketer, jak i użytkownik nowoczesnych narzędzi – to nie zamykać się na humor. Sora udowodniła mi, że nawet najbardziej wyrafinowane algorytmy i automatyzacje powinny mieć w sobie trochę luzu. Chociaż nie wszystko pójdzie zgodnie ze scenariuszem, czasem warto pośmiać się z własnych błędów – bo przecież śmiech łagodzi obyczaje, a na koniec dnia i tak „wszyscy wyjdziemy na swoje”.
Źródła i inspiracje
Bazowałem na wpisach z platformy X (dawniej Twitter) oraz szeroko dostępnych materiałach wideo prezentujących „najlepsze AI-wpadki” generowane dzięki Sora (2025). Pomysł na artykuł i większość spostrzeżeń wynikają z mojego doświadczenia zawodowego, licznych testów marketingowych przy wsparciu automatyzacji AI oraz rozmów z innymi ciekawskimi świata nowych technologii.
Zapraszam do dzielenia się swoimi odkryciami – być może Twoje AI-owe wyczyny trafią kiedyś do następnej viralowej kompilacji. Bo jak wiadomo: „Kto się śmieje, ten dwa razy wygrywa!”
Źródło: https://x.com/soraofficialapp/status/1991311287046099170

