AI bloopers od Sora – humor sztucznej inteligencji w akcji
Wprowadzenie: Nowe oblicze żartu w świecie technologii
W ostatnich latach sztuczna inteligencja coraz śmielej wdziera się w codzienne życie, redefiniując to, co wcześniej uznawaliśmy za domenę wyłącznie człowieka – od kreatywności po poczucie humoru. Pojawiły się narzędzia, które nie tylko naśladują ludzkie działania, lecz czynią to z właściwą sobie przewrotnością, niekiedy lekko łobuzersko. Taki właśnie jest Sora – aplikacja, której wpis z końca 2025 roku: „Found the bloopers. Just kidding, we made them with Sora.”, błyskawicznie obiegł internet, wywołując uśmiech zarówno wśród inżynierów, jak i entuzjastów rozrywki cyfrowej.
Można powiedzieć, że kiedy sztuczna inteligencja zaczyna robić żarty z samej siebie, to już naprawdę powody do zabawy mamy wszyscy. Jako osoba na co dzień śledząca trendy automatyzacji i rozwoju kreatywnych narzędzi, czuję coś na kształt lekkiego dreszczyku – niby podziw, niby rozbawienie, a trochę nawet przekonanie, że gdyby Stanisław Lem żył dzisiaj, miałby z tego niezły ubaw.
Bloopers – o co tu właściwie chodzi?
Huczne słowo „bloopers” weszło na stałe do popkultury, a memiczny potencjał przekręconych scenek, przewrotek i absurdalnych pomyłek sprawił, że wielu z nas nie wyobraża sobie bez nich wieczoru z YouTubem czy platformami streamingowymi. Tradycyjnie, bloopers były efektem niezamierzonych lapsusów aktorów, ujęć, które nie powinny dostać się do finałowej wersji produkcji czy koszmarków montażowych zostawianych przez figlarzy z obsługi technicznej. Często są solą filmowych dodatków i powodem do śmiechu dla fanów, którzy lubią zobaczyć, że nawet gwiazdy mają chwile słabości.
Sztuczna inteligencja jednak postanowiła wpuścić tu trochę świeżego powietrza (i nieco programistycznego humoru). Zamiast liczyć na przypadek, narzędzia generatywne w rodzaju Sora programowo produkują wpadki dokładnie takie, jakie chcielibyśmy zobaczyć — śmieszne, zaskakujące, niekiedy kompletnie nierealne.
Bloopers po polsku: czy Polacy też się śmieją z AI?
Z własnych obserwacji mogę śmiało powiedzieć, że Polacy z energią podłapali trend „wygłupów z AI”. Przykłady śmiesznych memów tworzonych przez sztuczną inteligencję rozchodzą się po grupach dyskusyjnych i platformach społecznościowych niczym świeże bułeczki z porannej piekarni. Widziałem już przeróbki z udziałem polskich postaci publicznych, scenki inspirowane słynnymi cytatami („nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”) czy zabawne animacje, w których AI dodaje charakterystyczne polskie smaczki – choćby słynny „kot schodzący po schodach na przyjęciu u cioci”.
Przyznam, że gdy pierwszy raz natknąłem się na AI-generowane „wpadki” z polskim akcentem, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. To dowód, że humor generowany przez maszynę może być niemal tak samo zakręcony, jak nasze codzienne dowcipy przy kawie.
Sora – narzędzie czy kabareciarz XXI wieku?
Kiedy ktoś pyta mnie, czym jest Sora, odpowiadam trochę żartobliwie: wyobraź sobie, że masz w ręku kabaret, który potrafi wygenerować każdą wpadkę na zawołanie. To już nie tylko program – to cyfrowy partner od żartów, który bawi się z nami na własnych (niestety lub na szczęście, algorytmicznych) zasadach.
Sora korzysta z mocy algorytmów, by świadomie tworzyć sytuacje niemożliwe — głównie po to, żeby rozbawić odbiorców i pokazać, że AI to nie tylko żmudne przetwarzanie danych czy automatyzacja procesów biznesowych. Mamy tu do czynienia z przełamaniem schematów – programista pisze skrypt, AI tworzy materiał, a my, zwykli widzowie, zbieramy efekty w postaci salwy śmiechu.
Dlaczego Sora podbiła internet?
Mało co rozbraja ludzi szybciej niż dobry żart. Sora oferuje wiralową mieszankę znanych postaci, popkulturowych motywów i totalnie absurdalnych sytuacji, które w internecie rozchodzą się lotem błyskawicy. W dobie, kiedy każdy pragnie wyróżnić się w social mediach, wrzucenie oryginalnego „bloopersa” generowanego przez sztuczną inteligencję daje gwarancję kilku uśmiechów, licznych komentarzy i sporej liczby udostępnień.
Z własnego doświadczenia powiem tak: jeśli chcesz zobaczyć, jak daleko zaszedł popularny „shitposting”, wystarczy zajrzeć do Sora i rzucić hasłem typu: „Fryderyk Chopin jeździ na hulajnodze po Marsie”. Minuta, dwie – i masz mem gotowy na viral.
Najzabawniejsze „bloopersy” od AI: topowe przykłady z sieci
Można się zastanawiać, co takiego generuje Sora, że śmieją się nawet najbardziej sceptyczni komentatorzy technologii. Oto garść najciekawszych przykładów, które przewinęły się przez media społecznościowe i platformy wideo:
- Królowa Anglii w roli ninja na deskorolce – scena, w której elegantka rodem z historycznych portretów „zjeżdża” na deskorolce po schodach w londyńskim metrze, z miną godną olimpijki.
- Michael Jackson sędziujący mecz piłki błotnej – AI nie oszczędza ani ikon muzyki, ani sportu, a Jackson komentujący ślizgi w błocie w rytmie „Thrillera” to już właściwie klasyka.
- John Cena uciekający przed gigantycznym oscypkiem – samo zestawienie bohatera wrestlingu i polskich serów górskich to już temat na osobny dowcip.
- Historyczne postacie w roli komentatorów sportowych – scena z Freddiem Mercurym rozstawiającym płotki na stadionie, Napoleonem bawiącym się w ping-ponga i Julią Słowacką wygłaszającą stand-up na festiwalu kabaretowym.
- Koty z ludzkimi twarzami negocjujące pokój – owszem, wiemy, że świat stoi na głowie… ale dzięki AI jest to wyjątkowo wesoła apokalipsa.
Takie przykłady stały się chlebem powszednim dla społeczności online. Im bardziej absurdalne zestawienie, tym większy potencjał na viral. Polacy szczególnie polubili wątki z elementami rodzimego folkloru, choćby „baba z Radomia na statku kosmicznym”.
Czy to już kabaret XXI wieku?
Patrząc na te wszystkie przykłady, mam wrażenie, że codzienność dogoniła futurystyczne komedie science-fiction. W końcu, jak głosi staropolskie przysłowie, „śmiech to zdrowie”, a jak wiadomo „po śmiechu człowiek głodnieje”. Sora dostarcza więc nie tylko rozrywki na najwyższym poziomie, ale także powodów, by zrobić sobie przerwę na solidny kawałek ciasta (a może sernika na zimno?) w biurze czy domu.
Humor z AI a popkultura – skąd taka popularność?
AI coraz szerzej wkracza do świata popkultury, nie tylko jako narzędzie do produkcji czy prezentacji treści, lecz także jako aktywny jej uczestnik. To już nie tylko maszyna przetwarzająca zaprogramowane polecenia – AI staje się performerem, żartownisiem, a nawet prowokatorem. To, co kiedyś było wyłącznie domeną scenicznych kabaretów, stand-upów czy satyrycznych felietonów, dzisiaj pieczołowicie generuje program komputerowy.
Dlaczego to chwyta?
- Uniwersalność żartów – AI nie ogranicza się do jednej kultury czy regionu, więc jej humor często opiera się na najbardziej podstawowych ludziach odruchach: śmiechu, zdziwieniu, absurdzie.
- Błyskawiczna produkcja memów – wystarczy kilka sekund i pomysł zamienia się w gotową kompilację wpadek, bez długich godzin pracy nadmontażem czy retuszem.
- Możliwość personalizacji – Sora pozwala użytkownikom zamawiać sceny „na życzenie”, przez co każdy widz może stać się współautorem zabawnej historii.
- Efekt zaskoczenia – AI, dzięki elementom losowości w generowaniu treści, potrafi zaskoczyć nawet najbardziej wytrawnych bywalców internetu.
Muszę przyznać, że sam kilka razy wracałem do tych samych klipów, pokazując je rodzinie i znajomym przy śniadaniu – ponoć najlepszy humor to ten, którym da się podzielić, a tego Sora jakby nigdy nie brakuje.
AI, humor i społeczne granice – o ciemniejszych odcieniach żartu
Nie wszystko jednak jest takie różowe, bo jak nie ma róży bez kolców, tak i AI generuje nie tylko niewinne figle, a czasem także spore kontrowersje.
Kiedy żart przestaje śmieszyć?
Mimo wszystkich zalet, sztuczna inteligencja nie zawsze rozpoznaje niuanse kulturowe i granice dobrego smaku czy ironii. Znane są przypadki, gdy niezamierzony „błąd” algorytmu przerodził się w niemały skandal, raniąc uczucia, wzbudzając niepokój lub prowokując medialne nagonki. Przeglądając internet, znajdziesz sporo przykładów, jak AI przez pomyłkę narusza tabu, śmieje się z dramatu, lub „przypadkiem” stwarza sytuację, która wcale nie jest śmieszna.
Zastanawiałem się nie raz, czy jest jakaś granica, za którą dowcip powinien ustąpić autorefleksji. I przyznam, czasem sam się łapię, że śmieję się z rzeczy, które w warunkach „niecyfrowych” mogłyby uchodzić za mały faux-pas.
Rolą twórców jest więc nie tylko rozbawiać, ale i edukować
Mam mocne przekonanie, że obowiązkiem programistów i osób odpowiedzialnych za rozwój takich narzędzi jak Sora, jest wprowadzanie blokad oraz algorytmów kontrolujących, by AI nie produkowała treści szkodliwych czy obraźliwych. Choć tempo rozwoju algorytmów może przypominać pogoń kota za własnym ogonem, dbałość o etykę i kulturę wypowiedzi to już sprawa o pierwszorzędnym znaczeniu.
Co ciekawe, Sora wydaje się być tu wzorem do naśladowania — świadomie „oswaja” AI-błędy i pokazuje odbiorcom, że nie każda aberracja algorytmu jest powodem do paniki. Raczej przeciwnie, programuje komizm i dystans do maszyn, przez co nawet poważny inżynier czasem wybuchnie zdrowym, bezpretensjonalnym śmiechem.
Jak AI zmienia sposób konsumpcji humoru – moje obserwacje
W erze streamingu i viralowej rozrywki do zadań specjalnych, przybyło nam mnóstwo nowych sposobów na śmiech. Kilka lat temu głośny Facebook, dzisiaj TikTok, Instagram, a już za rogiem aplikacje typu Sora – popyt na oryginalny humor jest jak studnia bez dna.
Co daje AI w praktyce?
- Błyskawiczny dostęp do nowych form żartu – treści tworzone przez AI są świeże, nietuzinkowe i często zaskakujące nawet dla autorów poleceń.
- Możliwość personalizowania komedii – dziś już nie muszę czekać na kolejny odcinek ulubionego serialu: mogę poprosić AI o wykreowanie własnego, zupełnie oryginalnego skeczu.
- Wspólnota odbiorców – AI-bloopersy mają potencjał do łączenia ludzi o bardzo różnych poglądach i gustach, wywołując uśmiech ponad podziałami.
- Lekkość bytu w ciężkich czasach – śmiech z AI bywa „wentylem bezpieczeństwa” w trudnych chwilach, bo pozwala spojrzeć na świat oczami, które nie znają stresu ani lęku.
Jako osoba pracująca w branży marketingowej, naprawdę doceniam efekt lekkości, jaki wprowadzają do komunikacji takie nieco „zwichrowane” materiały. Często pomagają złamać lody z klientem, pokazać ludzką twarz nawet najbardziej „sztywnej” technologii czy po prostu rozładować atmosferę przy problematycznych projektach.
AI to nie tylko żart – czasem to narzędzie autoironiczne
Nie sposób pominąć pewnej typowo polskiej cechy: z dystansem do siebie i techniki radzimy sobie wyjątkowo dobrze. Może dlatego AI-generowany humor szybciej łapie w Polsce wiatr w żagle, bo przecież „Polacy nie gęsi, też swoje AI mają”. Przyznam, czasem specjalnie zamawiam wygłupy „swojską” wersją Sora, żeby przesłać znajomym na czacie – i zawsze trafiam w punkt. Po prostu sztuczna inteligencja w polskim wydaniu to już nie pieśń przyszłości, a rzeczywistość, która potrafi pozytywnie zaskoczyć.
Co jeszcze potrafi Sora – wyzwania i możliwości
Jedną z rzeczy, które niesamowicie mnie intrygują w Sora, jest łatwość, z jaką AI dobiera konwencję żartu do sytuacji. Jednego dnia wycina pastisz rodem z „Monty Pythona”, drugiego – rzuca się w wir slapstickowych wygłupów, trzeciego – zamienia historyczną bitwę pod Grunwaldem w konkurs rzutów poduszką.
Sora testuje przy tym granice technologicznej kreatywności:
- Tworzy satyryczne animacje łączące różne style graficzne.
- Łączy rozpoznawalne postacie popkultury z fikcyjnymi sytuacjami.
- Generuje „memiczne dialogi” między bohaterami z różnych epok.
- Puszcza oko do widza, często wrzucając ukryte nawiązania do bieżących wydarzeń.
Od strony użytkownika, to jakby mieć dostęp do kabaretu na żądanie, który zawsze zaskakuje czymś nowym. A dla marketerów i kreatywnych zespołów – narzędzie otwierające zupełnie nowe pola do popisu podczas kampanii czy akcji wirusowych.
Jak użyć AI-bloopersów w marketingu i sprzedaży?
Nie byłbym sobą, gdybym nie dorzucił kilku praktycznych uwag prosto z „branżowego podwórka”. Oto kilka pomysłów, które moim zdaniem sprawdzają się znakomicie:
- Materiały wirusowe dla firm – AI-generowane „wpadki” mogą promować produkty lub usługi z przymrużeniem oka, przełamując oficjalny ton komunikacji.
- Ożywianie prezentacji – zamiast kolejnego nudnego slajdu, wrzuć zabawną animację AI i patrz, jak rośnie zaangażowanie na Zoomie czy Teamsie.
- Kampanie storytellingowe – wielowarstwowe historie z udziałem AI to sposób na budowanie więzi z odbiorcami i zwracanie uwagi na oryginalność marki.
Przez lata pracy w marketingu mogę powiedzieć jedno – często najlepsze pomysły rodzą się z przypadkowych, nieoczekiwanych sytuacji. Dzięki AI takich inspiracji jest teraz w pracy więcej niż kiedykolwiek.
Na co uważać korzystając z AI – osobisty komentarz
Choć śmiech z wpadek AI daje mnóstwo frajdy, każdemu polecam odrobinę refleksji. W sieci nie trudno przekroczyć granicę „grzecznego” żartu, a internet nigdy nie zapomina. Zawsze mierzę siły na zamiary – jeśli mam użyć AI do stworzenia żartu, zastanawiam się dwa razy, czy nikomu tym nie dowalę… no, chyba że kotom, bo one i tak mają swoje dziewięć żyć.
Warto pamiętać, że AI nie rozumie intencji użytkownika – wyłącznie realizuje zadane parametry. Dlatego, jeśli trafisz na scenkę, która cię uwiera, lepiej nie udostępniać jej dalej. A jeśli chcesz stworzyć coś zabawnego – trzymaj się zasady: śmieję się z, a nie z kogoś.
Przyszłość żartu z AI: czy za kilka lat tylko maszyny będą nas rozśmieszać?
Raczej nie zamienię kabaretu z udziałem żywych aktorów na same AI-memy, przynajmniej jeszcze nie teraz. Technologie pokroju Sora są świetnym towarzyszem, ale nic nie zastąpi uroku żartu podczas rodzinnego obiadu albo zabawnego bon motu usłyszanego na ulicy.
Jednak przyszłość „bloopersów” generowanych przez AI rysuje się naprawdę ciekawie. Coraz lepsze modele, rosnące możliwości personalizacji, dostępność narzędzi dla przeciętnego użytkownika – to wszystko sprawia, że ten nowy rodzaj rozrywki wpisuje się w rytm życia XXI wieku.
Osobiście sądzę, że najbliższe lata to czas, w którym AI stanie się „dymkiem” rozmów – czymś totalnie naturalnym, obecnym w każdej konwersacji. Technologie takie jak Sora już dziś wyznaczają szlaki, którymi niedługo wszyscy pójdziemy.
AI-bloopersy – trend czy przejściowa moda?
Rzeczywistość sieciowa lubi wszystko, co śmieszne i nieprzewidywalne – to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Jednak AI-bloopersy, odpalone przez Sora, mają szansę zostać z nami na dłużej. Zmieniają sposób, w jaki śmiejemy się i komunikujemy. Uczą dystansu do świata cyfrowego, dodają lekkości do zbyt poważnych dyskusji, zachęcają do eksperymentów z formą i treścią.
Być może za kilka lat powstaną osobne kategorie memów stworzonych wyłącznie przez sztuczną inteligencję – rodzimy się przecież w czasach, w których nikt nie potrafi przewidzieć, co będzie viralem jutro. I dobrze! Bo dzięki technologii Sora nie tylko łatwiej jest nam wyjść na swoje w sieci, ale i po ludzku pośmiać się z samego siebie.
AI-bloopers od Sora – wnioski na przyszłość
Podsumowując nasze internetowe podboje z AI na pokładzie, mogę napisać prosto z serducha: świat AI nie musi być nudny, a dawny podział na „maszyny do poważnych zadań” i „ludzi do żartów” już przestaje mieć rację bytu. Sora udowadnia, że komizm i technologia mogą iść pod rękę – a same „bloopersy” zawojowały internetowe wyobraźnie, łącząc miliony użytkowników we wspólnej zabawie.
Niech więc Sora i jej wesoła ekipa AI bawią dalej, inspirując i ucząc nas dystansu do rzeczywistości cyfrowej. Bo jak wiadomo, najlepsze żarty to te, które powstają na naszych oczach – nawet jeśli czasem są dziełem komputerowych „kabareciarzy”.
Jeśli masz ochotę na własnego AI-memy, nie wahaj się – po prostu spróbuj, a przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Udanego śmiechu i wielu inspirujących „bloopersów” – nie tylko od Sora, ale i od całej internetowej społeczności, która codziennie daje nam tysiące powodów do uśmiechu.
Źródło: https://x.com/soraofficialapp/status/1991311287046099170

