Wait! Let’s Make Your Next Project a Success

Before you go, let’s talk about how we can elevate your brand, boost your online presence, and deliver real results.

To pole jest wymagane.

OpenAI kontra New York Times: walka o prywatność użytkowników

OpenAI kontra New York Times: walka o prywatność użytkowników

Wstęp: Kiedy giganci zderzają się o nasze dane

Jakiś czas temu, gdy po raz pierwszy usłyszałem o konflikcie między OpenAI a New York Times, pomyślałem sobie: „No i masz babo placek – kolejny wielki spór korporacyjny, w którym my, zwykli użytkownicy, będziemy tylko tłem”. Jednak rzeczywistość szybko dała mi do zrozumienia, że tym razem sprawa dotyczy czegoś znacznie bliższego każdemu, kto choć raz korzystał z ChatGPT czy podobnych rozwiązań AI. Sprawa nie toczy się wyłącznie o warunki między przedsiębiorstwami – stawką jest **prywatność, czyli waluta współczesnego Internetu**.

List otwarty opublikowany przez CISO OpenAI (Chief Information Security Officer) 12 listopada 2025 roku nie jest suchym korporacyjnym komunikatem, tylko, jak powiedziałby każdy bywalec technicznych forów, jasnym sygnałem: coś jest nie tak i trzeba o tym głośno mówić. Nieczęsto spotyka się w publicznej debacie tak wyraziste stanowisko, za którym od razu idą szeregowe działania, argumenty prawne, a wręcz groźby zdecydowanego oporu wobec przeciwnika. Pozwól, że przedstawię kulisy, argumenty oraz możliwe konsekwencje tego starcia – zarówno dla rynku, graczy branżowych, jak i dla ciebie, mnie i każdego, kto zwyczajnie nie chce, by jego dane stały się towarem na sprzedaż.

Kontekst sporu – geneza i znaczenie konfliktu

Początek procesu: czego domaga się New York Times?

Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś żąda, aby wszystkie twoje rozmowy – także te najbardziej osobiste czy zawodowo wrażliwe – były przechowywane przez firmę, której zaufałeś. Bez względu na to, czy wyraziłeś na to zgodę, czy nie. Oto do czego miała doprowadzić inicjatywa sądowa New York Times. W ogromnej batalii prawnej przeciwko OpenAI, strona gazety stara się zmusić dostawcę SI do:

  • przechowywania kompletnych logów użytkowników ChatGPT i interfejsów API,
  • utrwalania danych przez nieograniczony czas,
  • zapewnienia potencjalnego dostępu do nich na potrzeby rozstrzygania własnego procesu sądowego.

W oczach zwyczajnego użytkownika brzmi to dość przerażająco. Po raz kolejny stykamy się z pytaniem: „Kto tak naprawdę panuje nad moimi danymi?”. I choć same firmy technologiczne nie są tu bez winy, w tym przypadku to OpenAI występuje w roli strażnika, zdeterminowanego by bronić granicy prywatności.

Odpowiedź OpenAI: gdzie jest ta granica prywatności?

Pracując z rozwiązaniami opartymi na AI, sam niejednokrotnie obawiałem się o trwałość moich danych w chmurze. Stawiam więc sprawę jasno – jeśli narzędzie deklaruje przestrzeganie zasad prywatności i daje użytkownikowi prawo usuwania własnych treści, oczekuję, że nie będą to puste słowa.

OpenAI, w swym liście, podkreśla stanowczo:

  • Nie wolno poświęcać prywatności dla wygody czy interesów wielkich graczy.
  • To użytkownik decyduje, co się dzieje z jego informacjami, nie odwrotnie.
  • Zaufanie i ochrona prywatności to fundamenty ich oferty i wizerunku.

W tym miejscu, pozwól, że wtrącę – coraz wyraźniej widać, że granice odpowiedzialności firm za prywatność nie mogą podlegać negocjacjom w zaciszu sądowych sal. To kwestia etyki i społecznej umowy.

Stanowisko OpenAI: co naprawdę powiedział CISO?

List opublikowany przez CISO OpenAI jest zapisem żarliwej obrony, której nie powstydziłby się żaden rzecznik praw obywatelskich.

  • Bezpośrednio oskarżono New York Times o próbę zbyt daleko idącego wpływu na politykę danych osobowych użytkowników ChatGPT i API. Zwrócono uwagę na wolę przejęcia kontroli nad danymi osobowymi – nawet gdy użytkownicy wyrazili decyzję o ich usunięciu.
  • Dane objęte sądowym postanowieniem (zakres od kwietnia do września 2025) pozostają w ograniczonym, wysoko zabezpieczonym zakresie, a dostęp posiada jedynie wąska grupa osób pracujących w dziale prawnym i bezpieczeństwa. Rozwiązanie to ma chronić użytkowników nawet przed przypadkowym wyciekiem czy nadużyciem.
  • Z polityki przechowywania wyłączono wszelkie dane użytkowników z Europy (obejmując EOG, Szwajcarię, UK) oraz te, które zostały wcześniej permanentnie usunięte. Troska o RODO nie jest tu pustą frazą, a deklaracją, pod którą firma gotowa jest się podpisać.

Przyznam szczerze – taka jasność i odwaga w komunikacji zaskakuje nawet sceptyków. Chętnie widziałbym taki poziom transparentności u innych dużych graczy rynkowych.

Walka o prywatność: aspekty prawne i etyczne

Normy prawne kontra rzeczywistość korporacyjna

Tu dochodzimy do sedna – czy interesy dużego wydawnictwa uzasadniają przechowywanie cudzych, często bardzo wrażliwych danych w nieskończoność? OpenAI nie pozostawia złudzeń:

  • Sądowy nakaz nie tylko wykracza poza firmowe reguły, ale też koliduje z duchem i literą międzynarodowych przepisów dotyczących danych osobowych (takich jak RODO).
  • Nacisk NYT na nieograniczone przechowywanie treści to ryzyko dla praw konsumentów, a przede wszystkim – dla reputacji podmiotów oferujących narzędzia SI.

Mamy tu, moim zdaniem, klasyczny przykład „kija o dwóch końcach” – z jednej strony jest interes sądowy i publicystyczny wydawnictwa, z drugiej – prawo do zapomnienia i bezpieczeństwa, które powinno stać się nienaruszalne także w epoce algorytmów sterujących coraz większą częścią naszego życia.

OpenAI przywołuje wręcz ironiczny fakt – redakcja NYT sama w 2020 roku, w komentarzu dotyczącym bezpieczeństwa w sieci, opowiadała się za mocą decydowania użytkownika o losie jego danych. Dziś, w sytuacji korzystnej dla własnego argumentu sądowego, optyka gazety radykalnie się zmieniła.

Przepisy, precedensy, realia

Dbanie o zgodność z przepisami, takimi jak:

  • ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO),
  • krajowe ustawy i dyrektywy,
  • wewnętrzne polityki ochrony danych

– staje się wyzwaniem. Zwłaszcza gdy wyroki sądów potrafią dosłownie z dnia na dzień zmienić praktyki przechowywania informacji w setkach firm.

Na marginesie, przypomina mi to starałem się swego czasu zabezpieczyć dostęp do swoich danych w systemach marketingowych opartych na AI. Okazało się, że jednym kliknięciem można było skasować własny profil użytkownika. Ale – i tu diabeł tkwi w szczegółach – dopiero wczytanie się w politykę prywatności firmy uświadomiło mi, jak długo niektóre dane mogą mimo wszystko „wisieć w systemie” z powodu nakazu sądowego lub śledztwa. Niby drobiazg, a może zmienić nasze poczucie bezpieczeństwa.

Przykład dla innych: czy OpenAI wyznacza trendy?

Nie byłoby w tym wszystkim niczego przełomowego, gdyby nie skala sprawy i jej potencjalny wpływ na przyszłość branży. W świecie, gdzie dane to nafta XXI wieku, rynek coraz wyraźniej domaga się, by granice ochrony były wyznaczane przez realnych użytkowników, a nie wyłącznie biura prawne globalnych koncernów.

Dlatego ciężko się dziwić, że postawa OpenAI – wyłożona na stół czarno na białym – spotkała się z szerokim odzewem oraz licznymi komentarzami zarówno ekspertów branżowych, jak i przeciętnych internautów.

Działania OpenAI: jak chroniona jest prywatność w praktyce?

Kolejne kroki w batalii z New York Times

OpenAI nie ograniczyło się do pustych deklaracji. Postawiono na szereg konkretnych działań:

  • Już na wstępnym etapie procesu prawnicy firmy podkreślili nieproporcjonalność żądania zachowania wszystkich „danych wyjściowych”.
  • Wnoszono o rewizję kontrowersyjnego nakazu do wyższej instancji sądowej.
  • Efekt? Osiągnięto częściowy sukces – logi z ChatGPT Enterprise wyłączono z obowiązku retencji, a od września 2025 roku nowe rozmowy nie podlegają już bezwarunkowemu archiwizowaniu.

Firma zapowiedziała, że jeśli New York Times zechce uzyskać fizyczny dostęp do przechowywanych logów, zostaną uruchomione wszelkie dostępne środki prawne celem ochrony użytkowników.

Moje własne doświadczenia wskazują, że podobnych praktyk powinni uczyć się wszyscy, którzy wdrażają AI w biznesie lub budują rozwiązania z zakresu automatyzacji i obsługi klienta. Bez jasnej polityki w tym zakresie, nawet najlepsza strategia marketingowa może wręcz obrócić się przeciwko marce.

Co z danymi już usuniętymi?

OpenAI w swoim stanowisku wyraźnie podkreśla:

  • Dane usunięte przez użytkowników zgodnie z funkcją „permanentnego usuwania” nie są objęte przymusem archiwizacji.
  • W szczególnych przypadkach (obszary podlegające ścisłemu reżimowi przepisów o ochronie danych osobowych, tzn. EOG, Szwajcaria, UK) – obowiązuje automatyczne wyłączenie takich danych z wszelkich nakazów przechowywania.

To podejście, moim zdaniem, powinno być uznane za minimum – nie tylko przez światowych liderów branży, lecz również mniejsze podmioty implementujące AI. Jako osoba zajmująca się automatyzacją w biznesie, regularnie doradzam swoim klientom wdrażanie analogicznych rozwiązań w systemach CRM, chatbotach czy platformach marketingowych.

Odpowiedzi na najczęstsze pytania użytkowników

Wśród klientów i partnerów regularnie słyszę lęki dotyczące historii rozmów, nieautoryzowanego udostępnienia danych oraz trwałości informacji zapisanych w chmurze. Oto esencja wyjaśnień OpenAI:

  • Logi objęte nakazem są przechowywane w ściśle kontrolowanym środowisku, z dostępem tylko dla wybranych pracowników ds. bezpieczeństwa i prawników.
  • Nie istnieje możliwość automatycznego przekazania ich stronie przeciwnej – do tego potrzebna byłaby kolejna decyzja sądowa, której firma zamierza się aktywnie przeciwstawiać.
  • Możliwość trwałego usuwania rozmów jest integralnym elementem systemu, a żądania sądowe nie wpływają na te dane, które już zostały usunięte przez użytkownika – znikają one bezpowrotnie, najczęściej w ciągu 30 dni.

I tu muszę przyznać, że taki model ochrony jest po prostu zdroworozsądkowy. Wielokrotnie przekonywałem klientów, by wdrażali podobne mechanizmy, argumentując, że przekonanie użytkowników do bezpieczeństwa jest równie ważne jak funkcjonalność narzędzi AI.

Znaczenie sporu dla rynku AI i standardów ochrony danych

Wydźwięk globalny: czy powstanie nowy standard?

W środowisku technologicznym nie brakuje głosów twierdzących, że konflikt OpenAI vs. New York Times może przejść do historii jako moment, w którym branża zaczęła na poważnie traktować ochronę użytkowników przed chęcią nieograniczonego gromadzenia danych. Pojawiły się przewidywania, że na kanwie tego sporu:

  • firmy technologiczne będą musiały wdrożyć jeszcze bardziej rygorystyczne procedury ochrony prywatności,
  • regulatorzy zaktualizują przepisy, klarownie określając granice przechowywania i udostępniania informacji,
  • klienci, zwłaszcza z Europy, będą dokładniej weryfikowali, komu powierzają swoje dane.

Niemniej jednak, kto uczciwie korzystał już z narzędzi marketingowych lub rozwiązań automatyzujących sprzedaż, ten wie – transparentność i odpowiedzialność w zakresie przechowywania danych chroni firmę przed potencjalną katastrofą wizerunkową.

Efekt domina na rynku rozwiązań AI

W moich rozmowach z developerami systemów AI, specami od compliance i przedsiębiorcami wdrażającymi zautomatyzowane systemy sprzedaży, coraz częściej powtarza się jedno zdanie: „Teraz już nie wystarczy deklaracja – każda firma będzie sprawdzona do szpiku kości”. Sam odczuwam, jak rośnie presja na dokumentowanie procedur kasowania danych, szczegółowe audyty czy wdrażanie funkcji pozwalających klientom całkowicie zniknąć z systemów.

Tym samym, im mocniej OpenAI broni granic prywatności, tym trudniej będzie innym firmom powoływać się na dawną praktykę „leżakowania danych w nieskończoność”. A to, jestem przekonany, wyjdzie na dobre wszystkim – zarówno konsumentom, jak i rynkowi.

Odpowiedzialność technologicznych gigantów: przykład dla rynku

Kodeks postępowania czy tylko marketing?

Nie ukrywajmy, każda firma technologiczna, dbająca o własną renomę, lubi prezentować się jako przyjaciel użytkownika. Jednak – przepraszam za kolokwializm – papier przyjmie wszystko, a z praktyką bywa różnie. W przypadku OpenAI mamy do czynienia z publicznym stanowiskiem, które, mimo oczywistego elementu autopromocji, zawiera konkret:
– deklarację ochrony danych,
– zapowiedź postępowania sądowego w razie ingerencji z zewnątrz,
– i, co chyba najistotniejsze, realne wyłączenia oraz techniczne zabezpieczenia.

W mojej ocenie, jeśli kolejne korporacje zaczną stawiać równie jasne granice i informować o procedurach, których nie da się naruszyć nawet pod presją innych gigantów, rynek zyska nową jakość.

Realne wyzwania i „kolce w różach” technologicznego świata

Stare polskie przysłowie mówi: „Nie ma róży bez kolców”. I rzeczywiście, każda technologia – nawet najbardziej innowacyjna – niesie za sobą ryzyka. Sztuczna inteligencja i automatyzacje niosą wygodę, oszczędność czasu oraz możliwość skalowania biznesu, ale każde z tych dobrodziejstw może mieć swoją cenę. Koszt naruszenia zaufania i prywatności, jak pokazuje obecny spór, jest wyjątkowo wysoki.

Jako doradca i wdrożeniowiec AI w firmach, wiem doskonale, jak łatwo jest przekroczyć granice prywatności, bazując wyłącznie na technicznej wygodzie. Tymczasem, jak pokazuje przykład OpenAI, da się wytyczyć linię, której lepiej nie przekraczać – bo rynek i użytkownicy w końcu wystawią rachunek.

Perspektywy: przyszłość zarządzania danymi w dobie AI

Czego nauczy nas ten spór?

Na tle rosnących możliwości technologii i ich wpływu na codzienne życie, sprawa OpenAI – New York Times ujawnia głębokie napięcie między skutecznym egzekwowaniem prawa, interesami wielkich podmiotów a rzeczywistym bezpieczeństwem użytkowników.

Moim zdaniem, efektem tej batalii będzie:

  • umocnienie prawa do trwałego usuwania informacji jako nienaruszalnego przywileju osoby fizycznej,
  • coraz większy wpływ europejskich standardów ochrony danych na globalny rynek usług AI,
  • wzrost świadomości konsumentów, którzy zaczną baczniej przyglądać się praktykom dużych firm technologicznych,
  • rosnące wymagania wobec transparentności systemów obsługujących i archiwizujących dane osobowe.

Nie ukrywam, miejsce na rynku utrzymają tylko te firmy, które na pierwszym miejscu postawią nie tylko wydajność, ale i poszanowanie prywatności.

Jak sam możesz się zabezpieczyć?

Jeśli korzystasz z narzędzi bazujących na AI – i tak, mam tu na myśli również rozwiązania automatyzujące sprzedaż, komunikację czy kampanie marketingowe – zawsze sprawdzaj:

  • czy wybrana platforma jasno informuje o polityce kasowania danych,
  • czy możesz łatwo i skutecznie usunąć własne informacje,
  • jak wygląda kwestia przechowywania rozmów i danych wyjściowych,
  • czy firma posiada procedury reagowania na nakazy sądowe, które nie łamią fundamentów prawa do prywatności.

Ja sam niejednokrotnie odradzałem wybór narzędzi, w których kasowanie danych okazywało się iluzoryczne – i wiesz co? Moi klienci mi za to dziś dziękują, bo uniknęli nieprzyjemnych konsekwencji.

Wnioski: czy to rzeczywiście przełom?

To, co zaczęło się od jednego pozwu wielkiego dziennika przeciwko twórcy najbardziej rozpoznawalnej SI na świecie, przerodziło się w debatę o przyszłości zarządzania prywatnością. OpenAI pokazuje, że, choć świat AI wydaje się bezdusznym królestwem algorytmów, odwaga i klarowność w walce o prawa użytkownika mogą być równie skuteczną (jeśli nie skuteczniejszą) bronią jak najbardziej zaawansowana technologia.

Stając po stronie ludzi, którzy – tak jak ja i ty – szanują swoją prywatność i nie chcą, by ich cyfrowe życie było jesienią liści na wietrze, OpenAI nie tylko ratuje własny wizerunek. Stawia poprzeczkę wyżej dla innych, zmusza do refleksji i uruchamia lawinę zmian, od których nie będzie już odwrotu.

Jak mówi inne polskie przysłowie – „mądry Polak po szkodzie”. I choć nikt nie lubi być tym, kto naukę pobiera na własnej skórze, mam nadzieję, że ta lekcja posłuży nie tylko gigantom rynku, ale każdemu z nas, kto ceni sobie prawo do decydowania o własnych danych.

Źródła i dodatkowe materiały

Pamiętaj: ochrona prywatności to nie luksus, to twoje podstawowe prawo. Zadbaj o nie, bo w cyfrowym świecie, kto szybko śpi, ten gorzej dba o własne bezpieczeństwo.

Źródło: https://x.com/OpenAI/status/1988611982216572978

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry