Wait! Let’s Make Your Next Project a Success

Before you go, let’s talk about how we can elevate your brand, boost your online presence, and deliver real results.

To pole jest wymagane.

Perplexity AI wycenia Google Chrome na 34,5 miliarda dolarów

Perplexity AI wycenia Google Chrome na 34,5 miliarda dolarów

Google Chrome - Perplexity AI

Wstęp: Kto tu właściwie rozdaje karty?

W świecie nowych technologii czasem trafiają się wydarzenia, które wydają się równie prawdopodobne jak śnieg w lipcu w Zakopanem. Nawet ja, obserwując od lat branżę marketingu i automatyzacji, przecieram oczy ze zdumienia, gdy czytam o takich przedsięwzięciach. Oto **Perplexity AI**, firma znana z rozwoju rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, ogłasza oficjalną ofertę odkupu **Google Chrome** za, bagatela, 34,5 miliarda dolarów. Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się śmiały, nawet zuchwały, bowiem wycena samego Perplexity oscyluje wokół 14–18 miliardów dolarów. To trochę tak, jakby skromny sklepik z sąsiedztwa zaoferował wykupienie połowy galerii handlowej. Patrząc na skalę rozgłosu, można by powiedzieć, że wygląda to na majstersztyk PR.

Zachęcam Cię, byś na chwilę usiadł wygodnie przy kawie. Zaraz przeanalizuję nie tylko sedno tej głośnej propozycji, lecz także kontekst rynkowy, jej potencjalne konsekwencje oraz niuanse prawne, o których głośno się nie mówi.

Kim jest Perplexity AI i skąd ten odważny pomysł?

Jeśli jeszcze nie kojarzysz Perplexity AI – to stosunkowo młoda, lecz prężnie rozwijająca się firma specjalizująca się w rozwoju narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję do wyszukiwania informacji oraz szeroko pojętej automatyzacji pracy z danymi. W mojej ocenie, Perplexity łączy w sobie ducha start-upu z ambicjami międzynarodowego gracza. Zespół firmy od kilku lat śledziłem z ciekawością: ich silnik wyszukiwania oparty o generatywne AI, robił niemałe zamieszanie w środowisku marketerów oraz rozwiązań „smart automation” (stosując choćby n8n czy make.com), które sam testowałem przy wdrażaniu procesów automatycznych dla klientów.

Oferta zakupu Chrome za ponad dwukrotność własnej wartości rynkowej musi jednak dziwić. To zagranie z gatunku tych, o których wieczorami rozmawia się na korytarzach wielkich firm – w stylu „Widziałeś, co oni zrobili? Przecież to szaleństwo.” Czy rzeczywiście?

Presja regulacyjna nad Google

Od kilku lat zauważam narastające naciski ze strony **amerykańskich organów antymonopolowych**, które coraz uważniej przyglądają się gigantom technologicznym. Sędzia federalny Amit Mehta już w 2024 roku orzekł, że Google naruszył prawo konkurencji, prowadząc do wszczęcia szeroko zakrojonego postępowania. W tle pojawia się groźba przymusowego rozdzielenia niektórych aktywów – w praktyce Google mogłoby być zmuszone do sprzedaży produktów takich jak Chrome czy Chromium.

To rodzi lawinę spekulacji i, co tu dużo mówić, otwiera drzwi również nieco mniej oczywistym kandydatom, jak Perplexity czy nawet Yahoo.

Symboliczny wymiar oferty

Choć mogłoby się wydawać, że to tylko excentryczne mrzonki małego gracza, **oferta Perplexity spełnia kilka zgoła innych funkcji**:

  • Wskazuje na siłę rosnących podmiotów AI, które coraz pewniej wchodzą na teren zarezerwowany dotychczas dla największych.
  • Odwołuje się do oczekiwań regulatorów oraz opinii publicznej, eksponując wątek konsumenckiego bezpieczeństwa i otwartości platform.
  • Buduje medialny szum, nieporównywalny z kampaniami za miliony dolarów. I tutaj muszę przyznać, że sama strategia komunikacyjna – majstersztyk.

Chrome jako łakomy kąsek. Ile naprawdę jest wart?

Nie odkryję Ameryki, pisząc, że Google Chrome to obecnie **najpopularniejsza przeglądarka internetowa świata**. Według danych z połowy 2025 roku, aż 68% użytkowników korzysta z niej na co dzień, a łączną liczbę użytkowników szacuje się na ponad 3,4 miliarda ludzi. Wręcz kosmiczna liczba – nawet jeśli uwzględni się powtarzalność urządzeń w domach czy biurach.

Jak analitycy wyceniają Chrome?

Wycena rynkowa samej przeglądarki to temat bardzo świeży. Jeszcze kilka lat temu nikt poważnie nie rozważał „wyciągnięcia” jej poza ekosystem Alphabet (spółki-matki Google). Sytuację zmieniły właśnie działania regulatorów. Analitycy szacują wartość Chrome w zakresie od 20 do 50 miliardów dolarów – zależnie od metodologii i wliczanych składników (m.in. potencjał reklamowy, dane użytkowników, udział w rynku, synergii z innymi usługami Google’a). Oferta Perplexity na poziomie 34,5 miliarda dolarów plasuje się mniej więcej pośrodku tych estymacji.

Nie bez przyczyny takie kwoty wydają się wręcz astronomiczne. Chrome stanowi dla Alphabet nie tylko narzędzie, lecz całą infrastrukturę, z której czerpie dane do optymalizacji swoich algorytmów wyszukiwania, reklam i wielu innych elementów. Pozbawienie się tej przewagi trudno sobie wyobrazić, nawet jeśli chodzi o presję ze strony urzędników.

Strategia Perplexity: szalona gra czy zimna kalkulacja?

Nie sposób nie dostrzec, że zagranie Perplexity wpisuje się w rosnący trend poszukiwania alternatyw dla totalnej dominacji Big Techów. Jako osoba zawodowo zajmująca się automatyzacją i AI, wiem dobrze, ile siły potrzeba, aby wejść na rynek kontrolowany przez kilka globalnych korporacji.

Rozgrywka PR z drugim dnem

Owszem, oficjalna narracja mówi o „oddzieleniu przeglądarki w interesie publicznym” i „zachowaniu otwartości”. Prezes Perplexity, Aravind Srinivas, argumentuje, że tylko właśnie taki krok pozwoli uniknąć wypaczeń konkurencji i zabezpieczy przyszłość użytkowników. Co tu dużo mówić, to argumenty dobrze skrojone pod oczekiwania opinii publicznej i urzędów – w USA, ale także w Europie.

Tylko czy przypadkiem nie jest to głównie rozgrywka PR? W mojej ocenie, nie sposób tego wykluczyć. Perplexity wskazuje, że zainwestowałoby dodatkowe 3 miliardy dolarów w rozwój Chrome przez dwa lata, a cały kod Chromium pozostałby otwartym oprogramowaniem (open-source). To deklaracje, które mogą budować zaufanie, ale zarazem nie zmuszać do realnych działań – jeśli tylko „zabraknie zgody z drugiej strony”.

Motywacje finansowe i ryzyko

Warto tu dodać, dla dociekliwych, że Perplexity deklaruje pokrycie całej transakcji gotówką. Jak to możliwe, skoro własna wycena firmy jest niemal dwukrotnie niższa? Tutaj pojawia się przestrzeń na inwestorów zewnętrznych, pożyczki i różnego rodzaju finansowe akrobacje. Każdy, kto pracował przy tzw. dealach na rynku start-upów czy technologii, wie, że wycenę można naciągnąć, zabezpieczając się na kilka lat do przodu.

W praktyce takie sytuacje często bardziej służą budowaniu marki niż zmianie realiów na rynku – no chyba, że rzeczywiście dojdzie do rozdzielenia Chrome na mniejsze podmioty, pod presją decyzji sądu.

Czy Google w ogóle weźmie to pod uwagę?

Z perspektywy Google, dla którego Chrome to przedłużenie rąk (i oczu) całego internetowego imperium, sprzedaż przeglądarki byłaby decyzją tak ryzykowną, jakby szef kuchni Wierzynka wymyślił sobie rezygnację z bigosu na rzecz tofu. Niby można, ale po co?

Firma nie daje żadnych sygnałów, by faktycznie rozważała sprzedaż Chrome – niezależnie od pojawiających się sugestii regulatorów. Nawet media technologiczne, z reguły wyczulone na wszelkie fakty i plotki, podchodzą do sprawy z dużym dystansem.

Na drodze do ewentualnej transakcji stoi kilka czynników:

  • Obrona integralności ekosystemu Google – Chrome jest dziś centralnym elementem całej infrastruktury, łączącym wyszukiwarkę, pocztę Gmail, chmurę i dziesiątki innych usług.
  • Prywatność użytkowników – przekazanie danych i technologii w ręce zewnętrznej firmy, nawet o dobrej opinii, pozostaje dużym ryzykiem wizerunkowym.
  • Finansowanie – Perplexity musiałoby wykazać się solidnym zapleczem finansowym, na co dziś trudno wskazać niezbite dowody.

Konsekwencje dla branży AI, wyszukiwarek i automatyzacji

Warto spojrzeć szerzej: na rynku przeglądarek i usług internetowych toczy się dziś batalia o kształt cyfrowej przyszłości. Miałem okazję uczestniczyć w wielu konferencjach branżowych, gdzie już od kilku lat widać, jak AI łączy się z obszarem wyszukiwarek, automatyzacji biznesu i pracy na danych.

Chrome jako wehikuł do ekspansji

Dla Perplexity przejęcie chrome, choćby nawet symboliczne, otworzyłoby drzwi do większej walki z OpenAI czy Microsoftem – ale również z całym ekosystemem Alphabet. Jeśli masz do dyspozycji przeglądarkę na ponad 3 miliardach urządzeń, możesz szybko wprowadzać własne innowacje w zakresie AI, testować narzędzia do automatyzacji, personalizacji reklam czy zarządzania wiedzą.

To istotne również z naszej perspektywy – w firmie Marketing-Ekspercki przecież dzień w dzień korzystamy z automatyzacji marketingowych budowanych choćby za pomocą make.com czy n8n, gdzie dostęp do przeglądarki i jej API stanowi często kluczowy element automatycznych procesów generowania leadów, analizowania danych czy testowania kampanii reklamowych.

Czy branżę czeka przetasowanie?

Choćby nawet nie doszło do samej transakcji, efekt motyla już zadziałał. Wzmożona aktywność regulatorów wymusiła na gigantach większą transparentność – a mniejsze podmioty zyskały prawo głosu. Wchodzi tu w grę nie tylko odbiór publiczny i kwestie prawne, ale również zmiana oczekiwań klientów i agencji, które coraz częściej żądają otwartości, dostępu do API, gwarancji interoperacyjności.

Moja obserwacja jest taka: jeżeli rzeczywiście doszłoby do sprzedaży Chrome, rynek rozgrzałby się do czerwoności. Na miejsce jednego dominatora pojawiłoby się kilku nowych, być może bardziej innowacyjnych, a użytkownicy ostatecznie wybraliby rozwiązania najlepiej odpowiadające ich potrzebom. Jak mawiają, „nie ma róży bez kolców”.

AI kontra giganci: czy to naprawdę nowy rozdział?

Przyglądając się rozwojowi AI i jego integracji z narzędziami codziennego użytku, mam wrażenie, że świat technologii znalazł się właśnie na rozdrożu. Owszem, dominacja giganta jak Google budzi respekt, ale nieuchronnie ustępuje miejsca nowym podmiotom, które potrafią zbudować społeczności i produkty szybciej niż tradycyjni gracze dużego kalibru.

Otwartość kodu, czyli nowe standardy

Perplexity deklaruje, że – jeśli tylko miałoby przejąć Chrome – pozostawi kod źródłowy Chromium w pełni otwartym. W praktyce oznacza to nie tylko symboliczne „oddanie narzędzi ludziom”, ale i szansę na rozwinięcie ekosystemu tysięcy aplikacji powiązanych z przeglądarką. Dla freelancerów, marketerów czy twórców narzędzi AI to istny raj – choćby tymczasowy.

Deklaracja o inwestycjach rzędu 3 miliardów dolarów wywołała duże wrzenie w branży, ale przyjaciół z tej okazji Perplexity raczej nie zyskało wśród największych, bo ci wolą raczej zachować pełnię władzy nad technologią. Z drugiej strony, klient końcowy – Ty czy ja, korzystający codziennie z Chrome – mógłby potencjalnie skorzystać na większej otwartości i konkurencyjności rozwiązań.

Konsekwencje dla automatyzacji biznesu

Zastanawiasz się pewnie, co z tego wynika dla środowiska automatyzacji? Otóż bardzo wiele! Jeśli Chrome faktycznie trafiłby do bardziej otwartego, niezależnego gracza, możliwa byłaby jeszcze szybsza integracja przeglądarki z narzędziami typu make.com czy n8n, które w naszej agencji stanowią podstawę dla kreowania zaawansowanych automatycznych kampanii. Więcej API, więcej możliwości customizacji… Marzenie każdego, kto kiedykolwiek próbował usprawnić procesy lead generation, scoringu czy obsługi klienta na masową skalę.

Yankee doodle, czyli amerykański sen o rynku bez monopolisty

W Stanach Zjednoczonych walka z monopolem to niemal sport narodowy. Każdy, kto pamięta rozbijanie Microsoftu na początku XXI wieku, wie, że regulatorzy potrafią dopiąć swego, nawet jeśli trwa to lata. Dziś na wokandzie jest Alphabet – a liderzy rynku zaczynają grać va banque.

Alphabet vs Departament Sprawiedliwości

Od 2023 roku Departament Sprawiedliwości naciska na sprzedaż kluczowych składników ekosystemu Google. Sędzia Amit Mehta już w swoim wyroku sygnalizował, że separacja produktów, takich jak Chrome, może być najskuteczniejszą metodą wymuszenia konkurencyjności na rynku.

Google broni się, jak umie:

  • Twierdzi, że rozdzielenie ekosystemów zaszkodzi użytkownikom i naruszy ochronę danych osobowych.
  • Argumentuje, że otwartość kodu jest już zapewniona poprzez rozwój Chromium jako projektu typu open-source.
  • Podnosi, że usunięcie Chrome z portfolio to de facto „wyłączenie światła” w wielu powiązanych usługach, których codziennie używają miliardy ludzi.

Jakby nie patrzeć – presja rośnie. W Europie również coraz częściej słyszymy głosy za zmuszeniem globalnych graczy do uczciwszej konkurencji, co jeszcze kilka lat temu było niemal niewyobrażalne.

Kto następny w kolejce…?

W branży aż buzuje od plotek. Poza Perplexity, na giełdzie potencjalnych nabywców Chrome wymieniani byli otwarcie tacy gracze, jak Yahoo czy OpenAI. Teoretycznie każda z firm, która miałaby dość zaplecza finansowego i technologicznego, mogłaby dostać zielone światło do negocjacji.

Można sobie wyobrazić, jakie zamieszanie wywołałoby przejęcie Chrome’a przez kogoś takiego, jak OpenAI, choćby tylko dla przetestowania integracji własnej AI z popularną przeglądarką. Ale to już, jak mawiają, zupełnie inna bajka.

Czy Perplexity wyjdzie na swoje?

Choć póki co Google nie zamierza przyjmować oferty, medialna burza trwa w najlepsze. Branżowi analitycy spekulują, czy wystarczy tutaj uporu i pieniędzy, by faktycznie dokonać przejęcia – czy też wszystko zakończy się sporą kampanią wizerunkową.

Znam dobrze realia rynku start-upów i wiem, że nierzadko „przegrana bitwa” medialna przekłada się na wymierne efekty:

  • Wzrost rozpoznawalności marki – Perplexity pojawiło się w mediach na całym świecie, zyskując uznanie nawet wśród największych sceptyków.
  • Pozyskanie inwestorów – duża akcja PR to szansa na przyciągnięcie kolejnych rund finansowania, niezbędnych do dalszego rozwoju.
  • Legitymacja na rynku AI – nawet bez finalizacji transakcji, Perplexity zyskało status „tego, kto rzucił wyzwanie Google”.

A ja obserwuję to wszystko z podziwem, bo trudno nie zauważyć analogii do starych polskich powiedzonek: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”.

Co na to rynek reklamowy i świat marketingu?

Nie mogę sobie odmówić kilku słów komentarza jako ktoś, kto zawodowo działa w środowisku wsparcia sprzedaży oraz automatyzacji marketingu. Chrome, jako brama do internetu dla miliardów osób, determinuje nie tylko ruch w sieci, ale także przyszłość rozwiązań reklamowych, targetowania czy nawet personalizacji ofert.

Zmiana właściciela, czyli nowe otwarcie dla marketerów?

Teoretyczna zmiana właściciela przeglądarki oznaczałaby przyspieszoną ewolucję narzędzi reklamowych oraz polityk zarządzania danymi. Może pojawić się więcej narzędzi otwartych dla developerów, zyskasz nowe metody targetowania, automaty muszą się dostosować do nowych API. Sam pamiętam, jak rozstania wielkich koncernów ze swoimi produktami przynosiły całą lawinę okazji – i czasem niestety również chaotycznych zmian, którym trzeba było umieć sprostać.

Moja rada? Zawsze mieć rękę na pulsie, testować nowości i nie bać się wdrażać odważnych automatyzacji – bo czasem zmiana branży to dla sprytnych moment na skok jakościowy. W końcu „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”.

Co tu zmieni AI i automatyzacja?

Narzędzia AI od lat zmieniają reguły gry na rynku marketingowym. Dzięki integracji z narzędziami pokroju make.com czy n8n, nasi klienci zyskują przewagę poprzez:

  • Automatyzację generowania leadów w czasie rzeczywistym
  • Lepszą segmentację odbiorców dzięki analizie danych zachowań użytkowników przeglądarki
  • Szybką integrację danych z CRM i systemami reklamowymi
  • Personalizację komunikatów bezpośrednio w trakcie surfowania po internecie

Gdyby Chrome rzeczywiście znalazł się w rękach firmy o otwartym podejściu, liczba „kombinacji” rozwiązań dla marketerów i działów sprzedaży urosłaby do n-tej potęgi.

Szeroki kontekst globalny: co dalej z rynkiem przeglądarek?

Sytuacja do złudzenia przypomina szachy rozgrywane na wieloskaliwie – z jednej strony mamy naciski regulatorów, z drugiej – medialne zagrywki Perplexity, a jeszcze z trzeciej – czający się konkurenci liczący na kawałek tortu.

Przeglądarki, AI i przyszłość użytkowników

Niezależnie od finalnego rozstrzygnięcia, sprawa ma wymiar o wiele szerszy niż tylko walka o Chrome. Chodzi bowiem o kształt rynku, który coraz mocniej łączy tradycyjny model usług online z nowymi rozwiązaniami sztucznej inteligencji. To pole do popisu dla wszystkich, którzy potrafią myśleć nieszablonowo i… nie boją się kilku ostrych zakrętów.

Użytkownicy natomiast mogą spodziewać się bardziej zróżnicowanych ofert, nowych możliwości interakcji, a czasem pewnego zamieszania w funkcjonalnościach. Szczerze? Sam niecierpliwie wypatruję, co z tego wyjdzie – bo odświeżenie rynku zawsze wnosi powiew świeżości.

Podsumowanie: Czego możemy się nauczyć z tej historii?

Czy Perplexity AI naprawdę chciało kupić Chrome, czy tylko wykorzystało okazję do medialnego szumu – na odpowiedź będziemy musieli jeszcze poczekać. Wiadomo już natomiast jedno: nawet w branżach zdominowanych przez jednego gracza, czasem wystarczy nietypowa deklaracja, by cały rynek ruszył z kopyta.

Przykład Perplexity AI pokazuje, że na rynku nie ma „świętych krów”: dziś każdy, kto ma odwagę i dobry pomysł, może wpłynąć na globalną debatę o przyszłości technologii. W świecie, gdzie „nie ważne jak o tobie mówią, ważne żeby mówili”, czasem warto zagrać va banque, nawet jeśli szanse na sukces są iluzoryczne. Bo przecież „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” – a kto wie, może to właśnie Perplexity za kilka lat wyjdzie na swoje?

Zostaje pytanie otwarte: kto naprawdę wygra tę rozgrywkę?

Może regulatorzy, może użytkownicy, a może ci, którzy dziś odważnie kwestionują reguły gry. Jedno jest pewne – żyjemy w czasach, w których nawet pozornie nierówni rywale potrafią zagrać o najwyższą stawkę. I za to ten świat technologii lubię najbardziej.

Autor: Specjalista Marketing-Ekspercki, praktyk automatyzacji i AI, z dystansem do biznesowej codzienności i odrobiną polskiej fantazji.

Źródło: https://conowego.pl/aktualnosci/perplexity-ai-chce-kupic-google-chrome-za-345-mld-dolarow-gigantyczna-oferta-od-mniejszego-gracza-257872

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry